niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 24 - Survival...

>> perspektywa Natalii <<
2 miesiące później 

- Chcesz popcorn czy wolisz nachosy ?- zapytała Marg wstając od kuchennego stołu.
- Nie jestem głodna ale wolę nachosy. - odpowiedziałam. 
Dziewczyna zaczęła krzątać się po kuchni przygotowując przekąski.
- Twoja imprezka urodzinowa była genialna! U Sykes'a też było spoko ale twoje party wymiata ! - zachwycała się dziewczyna.
- Oj no już. Twoja impreza też będzie świetna.
- Wiem, wiem. - powiedziała z dumą.

 Uśmiechnęła się i postawiła przede mną 2 miski jedną z nachosami a drugą z ostrym sosem. Poczęstowałam się. Marg po chwili zamknęła swoją książkę.

- Obejrzymy jakiś film ?
- Margi złotko miałyśmy się uczyć na sprawdzian z matmy. - przypomniałam.
Zrobiła smutną minkę.
- Mi odmówisz?

Westchnęłam, zamknęłam swój podręcznik po czym zabrałam ze stołu jedną z misek i przeniosłam się na kanapę. Przyjaciółka z uśmiechem zrobiła to samo, następnie wyciągnęła pudełko z płytami i zaczęłyśmy wybierać film.

- Fajnie, że Patrycja będzie tutaj mieszkać.
- Nawet nie masz pojęcia jak bardzo się z tego cieszę, Marg!
- Będziemy razem imprezować, spać u siebie i chodzić na zakupy. Bomba !

TAK, Patrycja i jej rodzina przeprowadzają się do Londynu !!! *.* Jestem w siódmym niebie i nadal nie mogę w to uwierzyć, że znów będę ją codziennie widywać w szkole, po szkole, w weekendy, na imprezach!! Powiedziała mi o tym w dniu moich urodzin składając mi życzenia. To był najpiękniejszy prezent. *.* Niestety wprowadzi się dopiero w czerwcu po zakończeniu semestru.
 W ostatnim czasie wiele się wydarzyło i zmieniło się kilka rzeczy. Za tydzień mam konkurs i codziennie mamy z Nathanem próby. Między nami też się dużo zmieniło, znów się przyjaźnimy. Ja zapomniałam o tym co było, a on zmienił całkowicie swoje podejście. Cieszę się, że udało nam się dojść do porozumienia. Przygotowania do konkursu bardzo nas zbliżyły i świetnie się ze sobą dogadujemy. Moja paczka też go zaakceptowała.
  Po obejrzeniu już dwóch filmów stwierdziłyśmy, że wystarczy już komedii romantycznych jak na jeden dzień. Posprzątałyśmy i poszłyśmy nad rzekę gdzie byłyśmy umówione z przyjaciółmi. Na miejscu zastałyśmy już Kamilę i Jessice.

- Cześć laski ! - przywitała je Margharet.
Ja przywitałam je buziakiem w poliko. 
- Gdzie reszta ?
- Zaraz powinni tu być.

Chwilę później dostrzegłam dwoje ludzi idących w naszym kierunku. Kilka sekund później rozpoznałam w nich Musa i Lis trzymających się za ręce. Wyglądali razem tak uroczo. Margi twierdzi, że to trochę przesłodzone, ale to Marg. Cieszę się, że są razem, idealnie do siebie pasują.
Po zakochanych dołączyli do nas Luis i Nathan i można było rozpocząć imprezkę. Miejsce, w którym byliśmy znajdowało się trochę na odludziu, na obrzeżach Londynu, jest tu spokojnie, można spotkać się ze znajomymi i miło spędzić czas. Odkryliśmy je niedawno przy okazji wycieczki rowerowej. Trochę tęsknię za spokojem i ciszą, które miałam w Polsce: malutka wioska, drzewa, pola, paru znajomych... Ale za nic bym tam nie wróciła! Zwłaszcza, że moja przyjaciółka już nie długo będzie tutaj razem ze mną. Kiedy chcę odpocząć od zgiełku miasta, przychodzę właśnie tutaj.
Chłopaki zajęli się już rozpalaniem ogniska a my zrobiłyśmy prowizoryczne ławki i naszykowałyśmy kiełbaski do pieczenia, sałatki i napoje.

- Znów dietetyczna sałatka? Niedługo wyrosną ci długie, szare uszy i będziesz miała taki słodki, malutki ogonek jak królik. - zaśmiał się chłopak.
- Spadaj Sykes. - uderzyłam go w ramię a on udawał, że go zabolało. - Lepsza sałatka niż fast-foody.- wzięłam do ust kolejną porcję sałaty, ogórka i pomidora.
- Królik. - chłopak pokazał mi język.
- Co u Katy? - zmieniłam temat.
- Co? Jakiej Katy? - mimo iż jego twarz oświetlał tylko blask ognia było widać, że się zarumienił.
- No proszę cie. Przecież widzę, że jest coś na rzeczy.
- Nieee... no ok. Lubię ją i fajnie się z nią rozmawia ale nic poza tym.
- Czyżby? - nie odpuszczałam.
Chłopak westchnął.
- Boję się, że mogę ją skrzywdzić - powiedział - od... od dłuższego czasu nie miałem dziewczyny i ...
- ... nie chcesz, żeby było tak jak ze mną - dokończyłam - Nie martw się, nie będzie. Drugiej takiej Natalii nie znajdziesz.-  mrugnęłam do niego i wstałam od ogniska.
Można powiedzieć, że z dystansem podchodzę do tego co było. Nie chcę tego rozpamiętywać.

 W poniedziałek byłam w świetnym humorze, słoneczko świeciło a ja nie miałam żadnych sprawdzianów ani kartkówek. Szłam sobie przez dziedziniec szkoły z moją nową gitarą, która była prezentem urodzinowym od moich rodziców. Na korytarzu spotkałam moje przyjaciółki. Kolejny zwykła a zarazem nie zwykły dzień w szkole. Tak właśnie wpływa na mnie wiosna. Zero problemów, cudowne miasto, przyjaciele i muzyka. Czego chcieć więcej?

- Co się tak szczerzysz? - zapytała Marg kiedy otwierałam moją szafkę.
- Nie mam dzisiaj żadnych sprawdzianów, jest wiosna więc czemu mam się smucić?

 Spojrzałyśmy na siebie i obie zaczęłyśmy się śmiać. Zaczęłam wyciągać książki a przyjaciółka oparła się o szafkę obok.

- Wiedziałaś, że Nathan chodzi z Katy? - zapytała.
- Wiem, że on coś do niej... ale nie chwalił się, że są razem.
- To patrz.- wskazała brodą przed siebie, podążyłam wzrokiem w tamtym kierunku.

Ujrzałam Nathana stojącego przy przeciwległej ścianie, trzymał za rękę niską, szczupłą blondynkę. Miała krótką spódniczkę i beżowy sweterek. Nie wyglądała jak plastik, ubierała się bardziej w stylu glamour. Nie znam jej osobiście ale wygląda na odrobinę zarozumiałą.

- Lala. - skomentowała moja przyjaciółka.
- Daj spokój. Po prostu nie nasz styl.
- Sykes'a chyba też nie...
- Ważne, że jest szczęśliwy.

Zajęcia minęły w miarę szybko a próba wyszła całkiem nie źle. Popołudnie spędziłam sama. Wszyscy byli zajęci, Marg kuła na chemię, Kami umówiła się z jakąś koleżanką, Liz z Musem, Nathan z Katy a Jess z Piterem...
Włączyłam głośno muzykę, a że nie byłam sama w domu nikomu to nie przeszkadzało i mogłam robić co chciałam. Nie miałam ochoty odrabiać zadań domowych więc błąkałam się między pokojami bez celu. W końcu położyłam się na łóżku w moim pokoju, jednak długo tak nie wytrzymałam i wstałam aby sięgnąć laptop. Podchodząc do biurka zakręciło mi się w głowie i poczułam dziwne gorąco od wewnątrz a następnie zimno. Chciałam usiąść na krześle ale zanim zrobiłam krok aby się do niego zbliżyć, upadłam na ziemię. Przez moment nie wiedziałam co się dzieje, wszystko wokół mnie wirowało. Później poczułam, że moje powieki zrobiły się ciężkie i powoli opadają. A ostatnie co usłyszałam to dźwięki piosenki Survival...


---------------------------------------------------------------------------------
Ta dam ! Rozdział 24 gotowy ! ;D
Taki pierdołaśny ale musiałam go dodać, aby
dalsze wydarzenia miały sens. Jak widać 
dużo się pozmieniało w życiu Natalii mam nadzieję, że te zmiany przypadną
wam do gustu :)
Kolejny rozdział już się pisze ; )
Czytajcie, krytykujcie i klikajcie "czytam" ; )
Do następnego
ENSay
xd

sobota, 8 lutego 2014

Rozdział 23 - Goodbye

 Tydzień z Patką minął szybko, o wiele za szybko. Nie zdążyłam się nacieszyć jej obecnością z już muszę tęsknić, znowu... Pokazałam jej z dziewczynami wszystkie znane nam zakątki Londynu, oraz najlepsze kluby i nie obyłoby się bez wizyty w galerii handlowej. Patrycja kupiła masę ciuchów, teraz biedaczka nie dość, że ma megaśną torbę to pewnie będzie musiała płacić za nadbagaż. Moja paczka od razu się z nią zaprzyjaźniła. Mus zabrał nas wczoraj imprezę do klubu gdzie moja przyjaciółka miała okazję poznać Luisa. Tym sposobem Patka poznała wszystkich moich londyńskich znajomych. Nasz styl imprezowania też jej się spodobał, było po prostu idealnie. Na szczęście do jej wyjazdu zostały nam jeszcze caaaałeee dwa dni, ponieważ wraca w niedzielę rano. Dziewczyny zaplanowały dla niej imprezę pożegnalną u Margharet. Dziś z Lisą i Kami zabrałyśmy Patrycję na London Eye. Ta oczywiście broniła się rękami i nogami przed wejściem do maszyny. Mówiła też coś o lęku wysokości i klaustrofobii ale w ogóle jej nie słuchałyśmy tylko zapakowałyśmy ją do środka i mogła sobie marudzić. Jednak będąc już na samej górze, dziewczyna podziwiała panoramę miasta i zapomniała o swoich lękach i tym, że jesteśmy jakieś 130 m nad ziemią.

 Teraz siedziałyśmy sobie w naszej ulubionej kawiarni, popijając kawę i wcinając ciacho z kremem.
- Jejku, dziękuję wam za dzisiejszy dzień, dziewczyny. Było cudownie. - cieszyła się Patrycja.
- To my się cieszymy, że spodobał ci się Londyn.- odpowiedziała z uśmiechem Kamila.
- Natalia też się tak zachwycała przez dobry miesiąc.- dodała Lisa szczerząc się do mnie. Na co w odpowiedzi pokazałam jej język.

Spojrzałam na Big Ben wynurzający się zza budynków, na jego zegarze widniała godzina 5:00 pm ( w mieście byłyśmy już od 10 am ). Siedziałybyśmy pewnie jeszcze dłużej  ale dziś mamy gości.

- Patka chyba musimy się już zwijać.
- Już ? - dziewczyna posmutniała.
- Tak, Jess przyjedzie za godzinę.
- Ach no tak. Wyleciało mi z głowy. - powiedziała po czym dopiła swoją latte.
- Sama Jesica czy... - Kamila zerknęła na mnie.
- Wszyscy. - odpowiedziałam.
- Dasz radę. - usłyszałam głos Lisy kiedy wstawałam z krzesła.
- Pewnie, że dam. - uśmiechnęłam się - Ostatnio nie było najgorzej.
- Nie zapomnijcie o imprezie u Marg. - zawołała Kami.
- Ja miałabym zapomnieć o imprezie ? W życiu .

Pożegnałyśmy się z dziewczynami buziakami w poliko i ubierając kurtki wyszłyśmy na zewnątrz. Udałyśmy się w kierunku przystanku gdzie akurat trafiłyśmy na autobus. Do domu nie było jakoś specjalnie daleko ale nie mogłam odmówić przyjaciółce przejażdżki czerwonym londyńskim autobusem. Po nie całych 10 min byłyśmy już na moim osiedlu domków jednorodzinnych. Idąc w kierunku domu Patrycja zapytała:

- Często do was tak wpadają ?
- Raz oni do nas, raz my do nich. Zależy czy rodzice mają czas i jak się umówią.
- Ahm. Twoi rodzice wiedzą o tym między tobą a Nathanem?
- Moi rodzice nie wiedzą wielu rzeczy. -  uśmiechnęłam się - I niech tak zostanie.
- Nie licząc zachowania to Sykes jest całkiem przystojny, nie ? - dziewczyna poruszała brwiami.
- Proszę cie ! - powiedziałam z lekkim niedowierzaniem i irytacją. Jeszcze niech mi powie, że się jej spodobał. - On jest jak gremlin. Z wieszku ciastko z kremem i wisienką a w tym opakowaniu kryje się mały potworek.
- A czyli jednak ci się podoba. - uśmiechnęła się łobuzersko i triumfalnie zarazem.

Zmierzyłam ją wzrokiem " chyba cię pojebało " i nic nie mówiąc przyśpieszyłam kroku. Odezwałam się do niej dopiero w domu bo potrzebowałam aby mi doradziła co założyć. W końcu znalazłyśmy odpowiednie stroje na dziś i poszłyśmy się przygotować. Po 20 min byłyśmy już obie gotowe i wystrojone w to:

Ja w to 
A Patrycja w to


 Na dole zadźwięczał dzwonek a przez okno dostrzegłam samochód Sykesów. Zeszłyśmy na dół aby przywitać się z gośćmi. Wyściskałyśmy się z Jess i już miałyśmy iść do mojego pokoju ale tata mnie zatrzymał.

- Zanim zabierzesz dziewczyny i Nathana do swojego pokoju - spojrzałam na chłopaka a ten uśmiechnął się - My będziemy w ogrodzie bo szkoda w taką pogodę siedzieć w domu.
Rzeczywiście było całkiem ciepło jak na kocówkę zimy. Może tutaj tak mają, nie wiem w końcu to moja pierwsza zima w Anglii.

- Ok. - odpowiedziałam i weszliśmy na górę. Siedzieliśmy jakiś czas w moim pokoju i rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Muszę przyznać było widząc, że Sykes się stara. I chwała mu za to. Ja też się starałam ale tylko na początku bo później oboje się wyluzowaliśmy. Dołączyliśmy później całą czwórką do naszych rodziców. Ledwo wyszliśmy do ogrodu mój mały braciszek od razu nas zaatakował i zmusił do grania z nim w piłkę. W sumie to nie musiał nas zmuszać, z chęcią przystaliśmy na jego propozycje. Ja stanęłam na bramce ( do grania się nie nadaję ) a pozostali podzielili się na drużynę chłopaków i dziewczyn. Graliśmy dość długo, ja dzielnie broniłam a drużyny wcale nie dawały mi forów zwłaszcza chłopcy ( większość bramek strzelał Nath ). Zmęczeni grą usiedliśmy na wielkiej drewnianej huśtawce, a mój brat nie dawał za wygraną i dalej biegał za piłką aż w końcu po jakiś 15 min zmęczony i zadowolony poczłapał do mamy. Nath zaproponował, że przyniesie nam coś do picia i zostałyśmy same. Jess chciała porozmawiać o Piterze ale nie chciała tego robić przy swoim bracie i poprosiła abyśmy poszły na chwilę do domu.

- Patka, możemy iść na chwilę? Jess nie chce żeby Nath słyszał a jak pójdziemy wszystkie to się przyplącze.
- Jasne, zatrzymam go. - uśmiechnęła się serdecznie.
- Dzięki skarbie.

 Poszłyśmy do mojego pokoju. Nie chciałam zostawiać przyjaciółki samej z Nathanem ale sytuacja tego wymaga. Jess także jest moją przyjaciółką a ja niestety nie mogę się rozdwoić.

>> perspektywa Nathana <<

 Wracałem z cieplutkimi herbatkami i dostrzegłam dziewczyny oddalające się w kierunku domu oraz Patrycję samą na huśtawce. Usiadłem obok niej podając jej parujący kubek.
- Dzięki.- odpowiedziała.
- Spoko. - uśmiechnąłem się - Te dwie pierdoły poszły na plotki, co ?
- Ta, można tak powiedzieć.
- I zostawiły cię tak samą ?
- Zaraz wrócą, po za tym nie wiem o czym gadają, jakieś ich sprawy.
- Ja tam przeważnie podsłuchuję pod drzwiami albo przez ścianę jak są u nas. 
Dziewczyna zaśmiała się ukazując swój piękny uśmiech. Napiła się herbaty, uczyniłem to samo. 
- Właśnie słyszałam, że wcale nie jesteś takim świętoszkiem. - powiedziała pół żartem, pół serio.
- Powiedziała ci ? - nie musiałem pytać, wiedziałem to.
- Jesteśmy jak siostry, mówimy sobie wszystko. - teraz była już bardziej poważna.
- Wszystko się pokręciło. - pożaliłem się - Nie chciałem żeby tak wyszło ale... na początku faktycznie nie byłem fair w stosunku do niej, później chciałem coś zmienić ale zawsze coś się wydarzyło...
- Nie musisz mi się tłumaczyć Nath... 
- Może ty ją przekonasz, w końcu kogo ma posłuchać jak nie najlepszej przyjaciółki? - chciałem aby zabrzmiało w miarę wesoło. 
- Nie wiem czy mówisz prawdę, nie znam cię i nie będę jej do niczego przekonywać. Ale jeśli naprawdę zależy ci na waszej przyjaźni to nie udawaj kogoś innego tylko bądź sobą. Natalia to doceni  i uwierz mi ona częściej słucha muzyki niż mnie czy kogokolwiek innego. - uśmiechnęła się.
- Heh, tak z tym masz racje. Dzięki.
- Spoko. - puściła perskie oko. 
- Jak jest w Polsce ? Natalia jakoś nigdy o tym nie opowiadała.
- Cała ona. - dziewczyna uśmiechnęła się i teatralnie przewróciła oczami.

 Opowiedziała mi ciekawe rzeczy na temat jej kraju, wydaje się że to dość ciekawe miejsce. Mówiła też o tym jak się poznały z Natalią i o ich różnych zabawnych przygodach. Patrycja wywarła na mnie wrażenie osoby bardzo pozytywnej, zabawnej i otwartej. Trochę jak Natalia z tym, że ona jest uparta i zawzięta. Czasami to dobrze ale nie jeśli chodzi o mnie. Na prawdę staram się być dla niej jak przyjaciel, nic więcej. Zobaczymy co z tych moich starań wyjdzie. 

>> perspektywa Patrycji <<

 Kocham, kocham , KOCHAM to miasto ! Tu jest cudownie ! No i oczywiście moja Natala tu jest. Szkoda, że już jutro będę musiała wracać. Kumple Natalii są bardzo mili i udało mi się z nimi zaprzyjaźnić, bardzo się cieszę, że mogłam tu przyjechać. Natala i jej przyjaciółki pokazały mi masę ciekawych miejsc i zrobiłam pełno fotek. Większość z nich jest już na facebooku i twitterze. Chciałabym tu zamieszkać.
 Ten cały Nathan nie jest aż taki najgorszy, ale i tak powinnam była mu wpierdolić za to co zrobił ! Jednak widać, że zależy mu na mojej przyjaciółce. Dziś Marg urządza jakąś imprezkę u siebie w domu, superr! Mieszka na tym samym osiedlu co Natala więc nie trzeba będzie łazić po całym mieście i będziemy się u niej wszystkie ubierać. Właśnie za chwilkę do niej idziemy.

- Idziesz buraku jeden ty! Czy chcesz się spóźnić ? - krzyczała Natala z kuchni.
- Już idę, idę wieśniaku ! - odpowiedziałam i zamykając laptop przyjaciółki zeszłam na dół.
- No nareszcie. - dziewczyna uśmiechnęła się - Idziemy mamo!!

Wychodząc przejrzałam się jeszcze w lustrze wiszącym w przedpokoju. Na dworze było tak ciepło jak wczoraj, u nas mrozy i śnieg a tutaj mają wiosnę. Kolejny powód dzięki któremu pokochałam to miasto.
Jakieś 5 min później byłyśmy już u Margharet. Zaprosiła nas do swojego pokoju gdzie była już Lisa. Przywitałyśmy się z dziewczynami całusami w pokilo, tak jak mają to tutaj w zwyczaju i czekając na Kamile i Jessice wcinałyśmy jakieś ciacha. Wszystkie oprócz mojej Natali, tak ona znów nie je, muszę ją jeszcze przed wyjazdem porządnie opierdzielić. Kamila i Jess nie kazały na siebie zbyt długo czekać, po ich przyjściu zaczęłyśmy prawdziwe przygotowania do imprezki. Każda wyrzuciła zawartość swojej torby a Marg - szafy i zaczęłyśmy szykować stroje. Dostrzegłam strojący na komodzie odtwarzacz i podeszłam do niego żeby włączyć muzykę.

- Tak, teraz możemy się szykować! - zawołała Marg i zaczęła tańczyć z Natalą po pokoju. Wariatki ! Ale cieszę się, że moja przyjaciółka poznała tu kogoś tak walniętego jak ona.
- OOOooooo! Waiting for a light that never comes! - zaczęłyśmy wszystkie śpiewać.

Po jakiś 30 min nasze stroje były już gotowe. Pozostało jeszcze pomalować się i uczesać. Ja oczywiście wszystkie uczesałam, mnie uczesała Kamila. Natomiast Lisa zrobiła wszystkim make-up. Około 7 p.m ( dziwne mają tutaj te godziny ) byłyśmy już wystrojone i gotowe do imprezowania!


Moja kreacja

 Strój Lisy
 Komplecik Jess
 Zestaw Natalii
 Kreacja Marg
 Strój Kamil


- To co dziewczynki po jednym na rozgrzanie ? - zawołała Jess trzymająca szklaną butelkę w dłoni.
- Raczej nie inaczej. - odezwała się Natalia.
Jessica nalała do kieliszków zawartość butelki i każda z nas otrzymała swój kieliszek.
- Za udaną imprezę i za naszą nową przyjaciółkę Patrycję! - Marg wzniosła toast.
- Ale to są dwa toasty więc trzeba wypić dwa razy. - powiedziała uradowana Natalia.
I tak też uczyniłyśmy.

Oficjalnie mogłyśmy zacząć imprezkę. Magr poszła do kuchni po trunki, Lis zabrała się za przygotowanie przekąsek a ja z Kamilą wybierałyśmy muzykę. Natomiast Natalia i Jessica zaczęły przestawiać meble w salonie żeby zrobić więcej miejsca do tańca. Imprezka rozkręciła się na całego po niecałej godzinie. Marg serwowała nam co chwila nowe drinki a Kami wyciągała wszystkich do tańca. Szczerze? Nigdy wcześniej nie widziałam, żeby alkohol tak szybko znikał.Od tańca zaczęły już mnie boleć nogi, mimo iż tańczyłam na boso bo szpilek już dawno się pozbyłam. Doczłapałam się do kanapy ale nie dane mi było zbyt długo posiedzieć bo Marg i Natala wskoczyły na nią żeby sobie potańczyć. Jakby podłogi było mało. Mogłam ponownie usiąść dopiero jak Natali zachciało się siku i poszła a raczej wpełzła po schodach do łazienki, a Marg zaczęła mieszać kolejne drinki. Co prawda składały się praktycznie z samej wódki ale wypiłyśmy je do dna, a Natalii nadal nie było.

- Pójdę do niej, pewnie nie umie teraz zejść biedaczka. - dziewczyny zaczęły się śmiać a ja weszłam na górę. Zapukałam do drzwi łazienki. Cisza. drugi raz, trzeci...Nic.
- Natala, dalej otwórz! Nie tylko ty musisz skorzystać z łazienki.
Brak odpowiedzi.
Nacisnęłam klamkę, drzwi były otwarte. Przyciągnęłam je do siebie żeby szerzej je otworzyć.
- Boże!! - wydarłam się na cały głos.
Zamurowało mnie kompletnie.Nie mogłam się ruszyć. Usłyszałam głosy dziewczyn i ich kroki.Po chwili były już przy mnie ale nie dotarło to do mnie od razu. Osłupiała wpatrywałam się w leżącą na podłodze przyjaciółkę.
- O matko. - szepnęła Lis.
 - Zabierzcie Patrycję na dół -  zrządziła Marg - Kam zostań ze mną, pomożesz mi.

Po chwili siedziałam już w salonie z Jessicą i Lis. Nie docierało do mnie nic a przed oczami ciągle miałam obraz Natalii leżącej bez życia na podłodze. Nie wiem nawet kiedy zaczęły mi z oczu płynąć łzy. Po jakimś bliżej nie określonym czasie, który wydawał mi się trwać wieki, na schodach dostrzegłam Kam.

- Odzyskała przytomność. - oznajmiła głosem wypranym z emocji, a ja rzuciłam się biegiem po schodach
 prosto do drzwi łazienki. Natala siedziała na podłodze oparta o Margharet, która gładziła jej włosy ręka. Moja przyjaciółka wyglądała co najmniej jak zombie. Kamila przyszła ze szklanką wody i podała ją dziewczynie.

- Dzięki. - szepnęła i wygięła usta w coś na kształt uśmiechu, odebrała szklankę i zaczęła powoli sączyć napój. Kiedy skończyła usiadłam obok niej a ona wtuliła się we mnie.
- Przepraszam. - wyszeptała w moje ramie. 
- To nie twoja wina skarbie. - pocieszyłam ją chociaż wiedziałam, że jest zupełnie odwrotnie.

 Następnego dnia po Natalii nie było widać ani tego, że zemdlała ani tego, że wczorajszego wieczora była na imprezie.

- Cześć Misiek. - przywitała mnie uśmiechem kiedy się obudziła. Ja nie spałam już od dobrej godziny.
- Nie miśkuj mi tutaj. - może zbyt ostro ją potraktowałam.
- Co jest? - spytała zdezorientowana.
- Pół nicy myślałam o wczorajszym wieczorze. - wyjaśniłam.
- Przepraszam cię raz jeszcze, że zepsułam imprezę.
- Nie chodzi o to. Martwię się o ciebie. Zemdlałaś! A to nie dzieje się bez przyczyny. - lustrowałam ją wzrokiem.

Wygramoliła się spod kołdry i usiadła naprzeciwległym końcu kanapy, na której siedziałam.
- Wypiłam trochę za dużo...
- Nie, tu nie chodzi o picie a raczej o jedzenie... - dostrzegłam nutkę przerażenia w jej oczach - Powiedz mi złotko kiedy ty coś ostatni raz jadłaś?
- Wczoraj, obiad. - odpowiedziała po krótkim zastanowieniu
- Zła odpowiedź. Trochę sałatki się nie liczy. -  zmieszała się, nie wiedząc co odpowiedzieć więc ja mówiłam dalej.
- Od kiedy tu przyjechałam zauważyłam, że nie jesz prawie nic. - chciała protestować - Byle płatki z mlekiem czy jogurt się nie liczą. Masz zacząć jeść jak normalny człowiek inaczej chcąc nie chcąc jeszcze przed wyjazdem zdam relacje twoim rodzicom. A jak dowiem się od dziewczyn, że nie jesz albo co gorsza znów zemdlałaś. To każdy posiłek będziesz jadła przy mnie na Skype!
- Chyba żartujesz ! Tyle się namęczyłam żeby schudnąć a  ty co ? Każesz mi znów się obżerać! Wyglądam jak hipopotam. - rozpłakała się - Nie chcę być taka, nie chcę! Rozumiesz?- szlochała.

Przytuliłam ją. Boże nie wiedziałam, że ona ma taki wielki problem. Doskonale to przede mną ukrywała a ja głupia się  nie domyśliłam.

- Skarbie jesteś śliczna i wcale nie jesteś gruba. Co za idiota ci takich głupot nagadał?
- Nikt. Mam oczy i sama widzę.

Po jakiś 20 minutach udało mi się ją wreszcie uspokoić i obiecała mi, że zacznie trochę więcej jeść. Odrobinę mnie to uspokoiło ale i tak będę ją kontrolować. A ja myślałam, że jej największym zmartwieniem jest Sykes. Ale byłam głupia.
 Mama Natalii zawołała nas na śniadanie. Pod moim bacznym okiem dziewczyna zjadła posiłek. Choć widziałam, że się męczy. Po skończonym śniadanku pomogłam posprzątać ze stołu oraz podziękowałam pani mamie za gościnę i poszłam przygotować się do podróży.
 Stojąc już na korytarzu w budynku lotniska, przytulałam się z przyjaciółką dobre 15 minut. Oczywiście musiałam się rozbeczeć, na koniec ona też się popłakała.
- Dziękuję ci, że przyjechałaś. Kocham cię.
- Ja ciebie też skarbie.

------------------------------------------------------------------------------------
Tak oto powstał 23 rozdział, taki pierdołaśny i dość długi 
ale jest : ) 

Pozostawiam go do oceny wam i zabieram się za pisanie numeru 24 
bo już mam kilka pomysłów.
Nadal nadrabiam czytanie waszych opowiadań.
xd
ENSay 

środa, 5 lutego 2014

Rozdział 22 - Meeting with my sweetie.

 Od godziny byłam już gotowa i chodziłam między kuchnią, w której mama jadła śniadanie a salonem, gdzie wisiał wielki zegar wskazujący godzinę 8:30. Było o wiele za wcześnie. Samolot z Polski miał lądować dopiero za godzinę, a o 9:00 mamy wyjechać na lotnisko. Zdążyłam się ubrać, pomalować, nawet śniadanie zjadłam, chociaż mało kiedy to robię. Co chwila spoglądałam na telefon trzymany w dłoni, jakby to miało przyspieszyć czas. Byłam podekscytowana, zniecierpliwiona i cholernie szczęśliwa bo za godzinę miałam wreszcie zobaczyć się z moją Patrycją. Od tygodnia się przygotowywałam, zrobiłam listę miejsc, które po porostu musimy odwiedzić i rzeczy, które koniecznie musimy zrobić.Posprzątałam nawet pokój co jest u mnie niespotykane. Okazało się, że mam biurko! Prawie zapomniałam o jego istnieniu.No i jeszcze zrobiłam dla Patrycji miejsce w szafie  co wiązało się z poukładaniem moich ciuchów. Mama była w ciężkim szoku kiedy weszła do mojego pokoju. Była godzina 8:45 a ja robiłam tysiąc pierwszą rundę między kuchnią a salonem.
- Mamo jedziemy już? - spytałam zniecierpliwiona.
- Chwila skarbie, usiądź bo ci nogi odpadną. Mogłabyś startować w jakimś maratonie.- zaśmiała się.
- Oj no mamo! - jęknęłam.
- Już ubieram twojego brata i jedziemy
- Superr!
Pobiegłam ubrać buty i kurtkę, zajęło mi to zaledwie kilka sekund. Mama jeszcze nie była gotowa więc poszłam otworzyć bramę i garaż żeby było szybciej. Jakieś 10 min później byłyśmy już w drodze na lotnisko. Po dotarciu okazało się, że samolot jeszcze nie wylądował. Poszłam więc do miejsca gdzie mogłam spokojnie czekać na przyjaciółkę. Jakie spokojnie!? Wskazówki zegara przesuwały się z prędkością ślimaka wyścigowego. Kiedy jednak na zegarze wybiła godzina 9:35 dostrzegłam moją drobniutką przyjaciółkę ciągnącą za sobą walizkę 2 razy większą od niej samej. Groteskowo piękna scena. Parsknęłam śmiechem.
- No i czego się śmiejesz buraku? - przywitała mnie.
- Ja też cię kocham.
 Przytuliłam mocno dziewczynę, naprawdę bardzo się za nią stęskniłam. Wydaje się, że do świąt, kiedy się ostatni raz widziałyśmy, minęły całe wieki.Kiedy już odkleiłyśmy się od siebie wzięłam jej ogromny bagaż i ruszyłyśmy w stronę wyjścia. Po przyjeździe do domu pokazałam jej mój pięknie wysprzątany pokój i jej szafkę.
- Wow! Śliczny pokój.
- Dzięki.
Dziewczyna rozglądała się po wnętrzu pomieszczenia.
- Tylko taki jakiś trochę nie twój.
Spojrzała na mnie, nie rozumiałam o co jej chodzi.
- Za bardzo posprzątane. - wyjaśniła z uśmiechem.
- Specjalnie dla ciebie sprzątałam. - uśmiechnęłam się - uwierz mi jeszcze tydzień temu byś go nie poznała.
 Patka się rozpakowywała a ja w tym czasie przedstawiłam jej plan dzisiejszej wycieczki.
- Hymmm...Brzmi nieźle. - skomentowała - ale ty lepiej mi powiedz jak to było z Nathanem.
- Może nie tutaj...
 Godzinę później przechadzałyśmy się już mostem Tower Bridge, kolejnym punktem był Big Ben. Patrycja była zachwycona, Londyn zrobił na niej tak ogromne wrażenie jak na mnie pierwszego dnia, a może nawet i większe.Zrobiłyśmy mnóstwo zdjęć i wspominałyśmy nasze przygody z gimnazjum. Tematu chłopaków nie poruszałyśmy aż do momentu kiedy dojechałyśmy czerwonym autobusem na przystanek niedaleko parku i szyłyśmy ulicą w jego stronę.
- Pamiętasz tego natrętnego chłopaka, który do ciebie startował w 2 klasie i ciągle do ciebie pisał? - droczyła się Patka.
- Nie denerwuj mnie, on był okropny !
- Hahaha. Ale była beka z niego.
- Taakk ta jego genialna czapka. - moja wyobraźnia podsunęła mi ten obraz i zaczęłam się śmiać.
- Lepsze były jego loczki.
Dziewczyna znacząco poruszała brwiami a ja zmroziłam ją wzrokiem.
- Zdaje się, że w 2 gimnazjum nie tylko do mnie pewien " blondyn " się przyczepił. - odgryzłam się.
- Dobra wygrałaś.
Uśmiechnęłam się triumfalnie.
Chodziłyśmy już dłuższy czas po parku, przyjaciółce coraz bardziej podobało się to miasto.
- Powiesz mi wreszcie na czym stanęło z Nathanem? Rozmawialiście po tej imprezie?
Czas na temat tabu.
- Tak rozmawialiśmy.
- Ii..?
- I powiedziałam powiedziałam mu co o tym wszystkim myślę i kazałam mu się określić.
- A on...
- ... że na razie nie potrafi zdecydować i dałam mu czas. - dokończyłam.
- Dzielna dziewczynka.
 Następnego dnia znów udałyśmy się do tego parku, niedaleko niego jest stadion gdzie Muss gra dzisiaj mecz. Miałyśmy się tam spotkać z moimi przyjaciółkami. Patrycja nareszcie je pozna, mam nadzieję, że się polubią. Kiedy szłyśmy przez park spotkałyśmy Jessie. Ucieszyłam się na widok przyjaciółki od razu ją uściskałam i przedstawiłam Patrycji. Obecność Jess oznaczała, że jej brat tez dziś tutaj gra. Tak wiem dałam mu szanse i czas ale to nie zmienia faktu, że nadal dziwnie czuję się w jego towarzystwie.
Na trybunach stadionu zebrało się już dość dużo ludzi, rozmawiali w mniejszych i większych grupkach, czekając na rozpoczęcie meczu. Pomiędzy nimi dostrzegłyśmy nasze walnięte przyjaciółki. Dziewczyny swoimi wygłupami rozgrzewały atmosferę w ten mroźny dzień.
- Hej!
- Cześć laski! - powitała nas Magr.
- Poznajcie moją...
- Patrycjaaaa!
Te wariatki nawet nie dały mi dokończyć tylko rzuciły się na Patke aby ją uściskać. Biedna nie wiedziała co robić więc po prostu  im się poddała.
Dzielni kibicowałyśmy drużynie Musa. Niestety tylko zremisowali, ale i tak było super. Po meczu dołączyli do nas Mus i Nath. Przedstawiłam im Patrycję i poszliśmy na gorącą czekoladę. Mimo obecności Nathana nie czułam się dziwnie,  było bardzo wesoło. Później chodziliśmy jeszcze po mieście i cała moja paczka odprowadziła nas do domu.
 Patrycja była podekscytowana dzisiejszym dniem. Bardzo ciesze się, że polubiła moich przyjaciół i że się dogadują.

----------------------------------------------------------------------
Rozdział 22 gotowy !
Szału niema, dupy nie urywa ale jest ;p 
Na dzień dobry ponownie was przepraszam za tak długą przerwę.
Obiecuję się poprawić. :)
Szczerze miałam zamiar porzucić pisanie po tym jak się 
dowiedziałam co dzieje się z The Wanted  ;/
Nie wiedziałam sensu dalszego pisania, ale jednak się pozbierałam
i postanowiłam pisać dalej o ile będziecie czytać. :D
Wiem, że nie każdy ma czas komentować ale jeżeli już
przeczytaliście rozdział kliknijcie " czytam " .
Dziękuję !
ENSay
xd

wtorek, 4 lutego 2014

Witam i od razu przepraszam ! : )
 Strasznie dawno nic nie napisałam, już zaczynacie się o mnie pytać ;p To miło z Waszej strony :3
  Już się tłumaczę. Od początku roku trochę się u mnie działo nie miałam czasu, żeby napisać cokolwiek, ciągle sprawdziany, kartkówki, nauka i nauka ;// No cóż w końcu liceum ;cc Ale obiecuję przez ferie się poprawić i dodać kilka rozdziałów oraz nadrobić czytanie waszych opowiadań. Dziś uświadomiłam sobie, że mam ogromne zaległości O.o Już dziś zabieram się za czytanie waszych blogów i zacznę tworzyć kolejny rozdział. ; ) Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Prosiłaby też oto abyście polecili mojego bloga bo mam coraz mniej czytających ( nie ukrywam z mojej winy ).
Pozdrawiam wasza ENSay :D

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział 21 - ...

 Usłyszałam dzwonek do drzwi i szybko pobiegłam je otworzyć. Na progu stał nie kto inny jak mój osobisty korepetytor i przyjaciel w jednej osobie, czyli Mus.
- Witam, witam. Od czego zaczynamy?
- Hej, może najpierw wejdź. - zaprosiłam go do środka.
Chłopak posłusznie wszedł, zdjął kurtkę i buty a następnie udaliśmy się do mojego pokoju. Weszliśmy do środka chłopak usiadł na moim łóżku a ja wzięłam książki i dołączyłam do niego.
Zaczęła się szkoła a więc i zajęcia dodatkowe między innymi właśnie korepetycje z angielskiego i przygotowania do drugiego etapu konkursu.
 - Teraz możemy zacząć? uśmiechnął się Mus.
- Tak, możemy Musi.
Odwzajemniłam uśmiech i otwarłam zeszyt, zaczęliśmy powtarzanie czasu przeszłego. Swoją drogą coraz lepiej mi szło ale i tak lubiłam kiedy przychodził do mnie Mus i nawet jeśli nie będę potrzebowała korepetycji to i tak się do tego nie przyznam ;p
 Mama oczywiście wpadła do pokoju kilka razy, a to z herbatką albo z ciastem, później z kanapkami i jeszcze raz sama nie wiedząc po co przyszła. Jak to moja mama. Mój przyjaciel od jakiś 15 min zdawał się nad czymś głęboko zastanawiać i z pewnością nie nad językiem angielskim. Później zachowywał się dokładnie tak samo jak na stołówce dziś po południu. Miałam już stuprocentową pewność, że to co go trapiło miało związek ze mną. Nie chciałam żeby się dalej męczył więc sama zaczęłam, cokolwiek miał mi do powiedzenia.
- Mus co jest? Widzę, że coś cię trapi.
- Too... nic takiego... - zawahał się.
- No dalej mów co jest grane.
- Okey. - westchnął - Chodzi o tą imprezę. - spojrzał na mnie- A dokładniej o ciebie i Sykesa...
- No mów, mów. - zachęciłam go żeby kontynuował.
- A więc... widziałem jak wy razem tańczyliście, bawiliście się i w ogóle... i trochę tego nie rozumiem. Wybaczyłaś mu ?
- Wiesz, że nie. Byłam... pijana i już nawet nie pamiętam co się działo.
Opowiedziałam mu to co przyjaciółką i to czego się od nich dowiedziałam oraz o rozmowie z " Panem S ".
- Widziałem jak razem tańczyliście i później na tej kanapie...
BUM! Zagadka rozwiązana Mus znał The End tego dramatu .
- Co dokładniej widziałeś?!- byłam jednocześnie poddenerwowana i zadowolona, że poznam wreszcie całą prawdę.
- Śmialiście się, wygłupialiście, później chciał cię pocałować ale odmówiłaś. No a po jakimś czasie zasnęliście oboje.
Biedny Mus musiał cały czas nas obserwować zamiast się bawić. Ale on się o mnie troszczy *.* A ja go tak traktuję...
- Po-ca-ło-wać?! Znowu? No nie!
- Przecież ci mówię, że do niczego nie doszło.
Więcej już nie chciałam wiedzieć. Chcę tylko żeby to już się skończyło! Żeby Nathan James Sykes raz na zawsze zniknął z mojego życia! Wszystkie moje problemy w Londynie mają związek z nim! Czy on nie może tak o sobie wyparować? Albo kosmici nie mogą go porwać? Tylko o to proszę, czy to zbyt wiele?
- Jesteś na mnie zły ? -spytałam przyjaciela kiedy już wychodził.
- Nie skąd. - uśmiechnął się serdecznie - staram się ciebie zrozumieć ale nie do końca mi to wychodzi. Po prostu się o ciebie martwię . - posmutniał odrobinę.
- Dziękuję, że jesteś.
Przytuliłam się do chłopaka, a on odwzajemnił tą czułość i pocałował mnie w czoło.
- Zawsze będę przy tobie, zawsze.
  Nazajutrz czekało mnie spotkanie trzeciego stopnia z moim największym zmartwieniem. Czemu teraz, kiedy mogę wreszcie spełnić swoje marzenie muszę to robić z osobą, której szczere nie cierpię?
 Po lekcjach poszłam do sali gdzie zawsze mieliśmy próby. Byłam trochę zdenerwowana i żołądek zwinął mi się w supełek. Wchodząc do klasy ujrzałam czekających już na mnie Panią Simpsons i Nathana. Usiadłam dwie ławki za Sykesem, choć i tak wydawało mi się to zbyt blisko, chłopak nie odwrócił się.Chwilę później Pani profesor pokazała nam listę proponowanych utworów, większość z nich znałam, znalazły się na niej min. UtopiaBeneath Your BeautifulHate That I Love You. Każdy był podobny i prawie każdy o miłości a najgorsze było to, że musiałam zaśpiewać z nim każdą z tych piosenek. Dziesięć piosenek o miłości z kolesiem, którego szczerze mam dość. Na szczęście Nath  znowu pokazał swoją romantyczną i wrażliwą stronę. Każdy z tych utworów wywierał na mnie większe emocje, w każdą włożyłam tyle samo serca a zwłaszcza w tą, którą najlepiej znałam, Hate that I Love You. Bardzo lubię tą piosenkę, do tej pory nie miałam z nią żadnych wspomnień aż do teraz. To właśnie tą piosenkę mamy razem zaśpiewać.
Nauczycielka stwierdziła, że nieźle dziś się spisaliśmy i możemy już iść. Wyszłam ze szkoły i wyciągając z torby słuchawki ruszyłam w kierunku przystanku. Kiedy tam doszłam tłum ludzi już czekał na ten sam środek komunikacji miejskiej co ja, a w moich słuchawkach leciał utwór który zawsze mnie podbudowywał - Lose Yourself. Wyczekując czerwonego piętrowego autobusu cieszyłam się, że już piątek i mogę poleniuchować. Co chwila wyglądałam mojego środka transportu jednak zamiast niego dostrzegłam Nathana, miałam nadzieję, że w tym tłumie mnie nie zauważy, jednak myliłam się, kiedy autobus zatrzymał się przed nami a ja weszłam do środka chłopak zajął miejsce obok mnie. Całą drogę mówił do mnie o czymś a ja skutecznie starałam się go nie słuchać. Wim, że to było bezczelne ale miałam dość jego obecności jak na jeden dzień. W końcu chłopak przestał nadawać, autobus się zatrzymał na moim przystanku a ja wysiadłam. Przechodząc obok tego własnie autobusu zobaczyłam, że na moim miejscu usiadła jakaś dziewczyna a Sykes zaczął z nią flirtować. Nie ma co szybki jest.
Po powrocie do domu nie miałam ochoty na obiad i od razu poszłam do swojego pokoju i włączyłam laptop. Miałam szczęście bo moja kochana, przyjaciółka Patrycja była online na Skype.
- Witaj skarbie.
- Hej kotku. - powitała mnie, z wymuszonym uśmiechem.
- Myślałam, że to ja się będę żalić ale widzę, że dziś twoja kolej.
- Aaaa weź mnie nawet nie dobijaj, nie chce mi się nawet o tym gadać. Domyślasz się o kogo chodzi ?
- Co ten farbowany pedałek znowu zrobił ?
- Nie mam ochoty o nim rozmawiać. Lepiej mów co u ciebie?
- To co zwykle, Sykes.
- Nie macie tam innych chłopaków? Tylko on ?
- Hehe, chciałabym. -  uśmiechnęłam się.
Patka potrafi mnie rozśmieszyć nawet w najgorszych momentach i za to ją kocham. No i oczywiście za to, że jest moim burakiem <3
Streściłam jej listę moich problemów co zajęło mi prawie godzinę. Przy niej nie muszę ukrywać ani moich uczuć ani emocji więc po porostu najzwyczajniej w świecie się popłakałam.
- Skarbie, jak ja go dorwę w swoje ręce to go uduszę chyba. - zagroziła.
- Ojoj, Patrycji włączył się agresor.
- Nikt nie będzie mi tu mojej Natali tak traktował!
- Hehe, zapomniałam Patka mała ale groźna.
- Dokładnie, niech ja go tylko w tym Londynie spotkam. - pogroziła palcem a mi od razu pojawił się uśmiech na twarzy, ale nie z powodu jej nienawiści do Sykesa.
- Czyli, że przyjedziesz?! -  wykrzyczałam piszczącym głosem.
- Przecież mnie zapraszałaś. Miałabym przepuścić taką okazję?
- AAAAAAAAAAaaaaa!!!.
Zerwałam się na równe nogi i zaczęłam skakać po łóżku śpiewając.
- Patka, przyjedzieeeee!!! Ołłłł yeaaaahhhh, yeeeaaahh!!
  Patrycja na monitorze płakała ze śmiechu.
- Ej, wystarczy! Cały Londyn nie musi wiedzieć, że przyjeżdżam.
- Musi, musi.
Nikt nie potrafi tak bardzo poprawić mi humoru jak moja przyjaciółka, nikt też nie potrafi popsuć mi go tak dobrze jak mama. Po skończonej rozmowie z Patką poszłam jej powiedzieć, że dziewczyna zabukowała już bilety i przyleci na tydzień ferii. Co prawda mama bardzo się ucieszyła ale chwilę później oznajmiła mi, że dziś wieczór wychodzimy do Państwa Sykes. Poczułam się jakby ktoś oblał mnie lodowatą wodą. NIE, NIE I NIEE!
 Kiedy dojechaliśmy już na miejsce drzwi otworzyła nam jak zwykle uśmiechnięta Pani Sykes. Weszliśmy do środka, przywitaliśmy ze wszystkimi i udaliśmy się do salonu gdzie na kanapie siedział sobie Nathan. Kiedy na mnie spojrzał zmroziłam go wzrokiem i usiadłam obok jego siostry. Po przysłowiowej kawie poszłyśmy z Jess do jej pokoju. Dawno u niej nie byłam ale nic się nie zmieniło, meble były w tym samym miejscu a na łóżku leżał ciemnoniebieski kocyk - ten co zwykle. Ja bym tak długo nie wytrzymała, ja ciągle jeżdżę meblami po swoim pokoju. Ale jak kto woli. Rozmawiałyśmy dość długo, opowiadała mi o chłopaku, którego poznała na imprezie sylwestrowej.
- Mówię ci on ciągle do mnie pisze.
- To świetnie. Pokaż mi jego zdjęcie.
- Poczekaj włączę laptop.
Dziewczyna wstała, żeby sięgnąć urządzenie.
- Ostatnio nawet zapytał czy się z nim spotkam.- lekko się zarumieniła.
- I co zgodziłaś się.
- Jeszcze nie.
Położyła laptop obok mnie.
- Czemu ?
- Zobacz na jego zdjęcie, czy komuś takiemu mogę się podobać?
- Skarbie jesteś śliczna, oczywiście, że możesz. - uśmiechnęłam się do przyjaciółki - pokazuj go!
Blondynka zalogowała się na portalu facebook i chwilę później na ekranie wyświetliło się zdjęcie bruneta o czarnych oczach miał jeszcze odrobinę chłopięce rysy twarzy co powodowało, że wyglądał bardzo słodko.
- Dziewczyno takie ciacho a ty się jeszcze zastanawiasz czy się z nim umówić?
- Nooo... w zasadzie tak.
- Dalej pisz do niego, że chcesz się umówić.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę o Piterze - tak miał na imię przystojniak Jess - kiedy do pokoju wszedł nieśmiało Nath.
 - Cześć.
Nie dostał odpowiedzi. Usiadł po przeciwnej stronie łóżka, na którym siedziałyśmy.
- Natalia.
Podniosłam wzrok aby na niego spojrzeć. Czego on może jeszcze chcieć ?
- Tak ?
- Możemy chwilę porozmawiać... sami?
Spojrzałam na Jess, dziewczyna skinęła delikatnie głową dając mi do zrozumienia, że mam się zgodzić. Bądź co bądź była jego siostrą i z pewnością rozmawiali.Wiedziałam, że mogę polegać na niej, po za tym nie miałam nic do  stracenia. Zgodziłam się porozmawiać z Nathanem i wyszliśmy do jego pokoju.
- Okey, o czym chciałeś rozmawiać?
- O... o nas..
Jakich znowu NAS ?! Przecież nie ma żadnych NAS!
- Co proszę ?
- No może źle się wyraziłem. - zamilknął na chwilę próbując ułożyć to co ma mi do przekazania - Chodzi mi o całą tą sytuację między nami, chcę żeby wszystko było jasne.
- Ja też bym tego chciała ale ty za każdym razem zachowujesz się inaczej. Raz jesteś arogancki, raz próbujesz mnie poderwać innym razem pokazujesz, że potrafisz być wrażliwy. Po wiedz mi czego tak na prawdę chcesz?
- Chcę być twoim przyjacielem, nic więcej. Ale stare nawyki są ode mnie silniejsze. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Pamiętasz jak kiedyś powiedziałaś mi, że to nie jest wyjście, że muszę z tym skończyć i nie łamać serc niewinnym dziewczyną? Od tamtej pory nie skrzywdziłem żadnej  dziewczyny.
- Z jednym małym wyjątkiem.
- Tak, i wiem, że zwykłe " przepraszam " tutaj nie wystarczy. Chcę, żeby między nami było wszystko okey ale ... nie potrafię...
- Jak już się zastanowisz czego chcesz to przyjdź. Na razie składam broń, niechę walczyć ale przyjaźnić się też nie mam zamiaru.
Wyszłam z pokoju, i poszłam prosto do Jess. Opowiedziałam jej dosłownie wszystko, nie miałam już siły do tej sytuacji tego jest dla mnie zbyt wiele...

-----------------------------------------------------------------
 Święta, święta i ... 21 rozdział gotowy ! ;D
Stworzony co prawda " na raty " ale za to z pomocą
                                                    The Wanted i Wodr Of Mouth <3
                                  Tak, tak pod choinką znalazłam własnie taki c
udowny prezent ;DD



Pochwalcie się co dostaliście od Mikołaja ? xd
Mam takie pytanie i jest ono dość ważne, oczywiście 
dotyczy opowiadania. A mianowicie: jak sądzicie czy Natalia powinna
być z Musem czy może z Nathanem, a może powinna zostać sama ?
Czekam na wasze odpowiedzi w komentarzach ;DD
Do następnego ENSay ;**



P.S jeśli chcecie być powiadamiani o kolejnych rozdziałach 
zostawcie swój nick z tt lub email ; )

wtorek, 17 grudnia 2013

Rozdział 20 - Czy ktoś pamięta ...?

 Obudziłam się z okropnym bólem głowy, nie miałam siły poruszyć żadną częścią ciała. Kiedy udało mi się wreszcie otworzyć oczy i wszystkie piksele stworzyły jeden obraz, ujrzałam pomieszczenie przypominające salon Lauren po przejściu tornado. Z miejsca, w którym leżałam a była to kanapa widziałam stojące obok fotele a na nich: Margharet tulącą się do Dan'a, oczywiście spali. Wokół walało się pełno śmieci, butelki po alkoholu, jedzenie nawet części garderoby. Poczułam, że mam tyle siły aby się podnieść, ruszyłam prawą ręką aby się na niej podeprzeć. Udało się! Niestety nie na długo, zaraz po moim sukcesie upadłam z powrotem na kanapę, głowę miałam tak ciężką i obolałą, że nie utrzymałabym jej ani ułamka sekundy dłużej. Poczułam że powierzchnia pode mną jest zbyt ciepła jak na kanapę a jej kształt jest nierównomierny i co dziwniejsze porusza się! o.O Może to tylko halucynacje wywołane zbyt dużą ilością alkoholu? Postanowiłam to sprawdzić a to wiązało się z ponownym podniesieniem głowy. Tym razem udało mi się tego dokonać, podniosłam się na rękach, nie otwarłam oczu bo bałam się, że wszystko zacznie wirować, usiadłam, odczekałam chwilę aż przestanie mi się kręcić w głowie na tyle żebym mogła otworzyć oczy. Jednak kiedy je otworzyłam pomyślałam, że mój wzrok nie rejestruje jeszcze dobrze obrazu. Na kanapie chrapał sobie smacznie Nathan.Nie umiałam sobie przypomnieć jak się tu znaleźliśmy, mogłam tylko liczyć na to, że on też nie będzie nic pamiętał. Wiedziałam, że muszę się stamtąd jak najszybciej zbierać, ktoś nas mógł zobaczyć. Delikatnie, starając się nie obudzić Sykesa, wstałam z kanapy i trzymając się jej oparcia, udałam się do kuchni.Znalazłam w szafce szklankę i nalałam do niej wody, wypiłam chyba z 3 takie szklanki i uświadomiłam sobie, że muszę iść do toalety. Na moje nieszczęście z łazienki znajdującej się na dole ktoś urządził sobie sypialnię i zmuszona byłam wdrapać się na górę. Tam na szczęście nikt nie spał. Gdy załatwiłam swoje potrzeby i umyłam dłonie oraz twarz, spojrzałam w wiszące na ścianie lustro.
- Ja pier... jak ja wyglądam! - powiedziałam do siebie.
Wyglądałam tragicznie. Zeszłam na dół do kuchni, w której siedziała już Lauren.
- Jak się czujesz? - zapytała.
- Bywało lepiej - uśmiechnęłam się - Genialna impreza, Lauren. Świetnie się bawiłam.
- Pamiętasz coś? Ja nie jestem w stanie przypomnieć sobie początku.
Zaśmiałyśmy się obie a do pomieszczenia wszedł Muss.
- Hej dziewczynki ?
- Cześć Musi .
Chłopak doczłapał się do krzesła i usiadł na nim.
- Chcesz wodę ? - zapytałam.
- Czytasz w moich myślach.
Uśmiechnęłam się i podałam przyjacielowi butelkę wody. Oparłam się o blat obok niego. Odkręcił butelkę i pochłoną całą jej zawartość.
- Lauren, impreza była genialna. - powiedział kiedy skończył pić. - szkoda tylko, że nie pamiętam większości wieczoru.
- Czemu mnie to nie dziwi Mus ?

Po jakiś dwóch godzinach wszyscy już doszli do siebie i większość ludzi poszła do domu. Wraz z moją paczką postanowiliśmy zostać i pomóc Lauren trochę to ogarnąć. Nie tyle chciałam być miła co wolałam, nie spotkać się z rodzicami jeszcze przez kilka godzin. Tak mniej więcej wyglądał mój pierwszy dzień nowego roku. Wieczorem leżąc w łóżku doszłam do wniosku, że był to bardzo emocjonujący rok , tyle nowych rzeczy się wydarzyło. W życiu bym nie pomyślała, że w ciągu kilku miesięcy uda mi się spełnić tyle moich marzeń na raz: Londyn, szkoła, przyjaciele, konkurs... Taa konkurs co wiąże się z Nathanem.. nadal nie wiem co się wydarzyło w nocy, muszę z nim porozmawiać ale jeśli nic nie pamięta to tylko pogorszę sytuację, więc najpierw pogadam z dziewczynami ... Z takimi przemyśleniami odpłynęłam w krainę sennych marzeń.

 Rano obudził mnie przeraźliwy dźwięk budzika. Już odzwyczaiłam się od wstawania przed wchodem słońca. No cóż, czas wracać do szkolnego życia.
- Rozpoczynamy Nowy Rok. - powiedziałam do siebie.
Z trudem opuściłam cieplutkie łóżeczko i podeszłam do kona aby je odsłonić. Co prawda nic to nie dało, nie dość, że było ciemno, to jeszcze wszystko było przysłonięte gęstą mgłą i tylko łuna lamp ulicznych przebijała się przez nią. Westchnęłam i podeszłam do krzesła, na którym wisiały ciuchy przygotowane na dziś. Były to buty i sweterek kupione w Zakopanem i jakieś jeansy. Jak zwykle, ubrałam się, umalowałam, nie zjadłam śniadania a po drodze na przystanek spotkałam  Marg. Całą drogę do szkoły rozmawiałyśmy o Sylwestrze.
- Jejku, było genialnie. Ja chcę jeszcze raz!- zachwycała się moja przyjaciółka.
- Takk!! A jak tam twój Dan?
- Dan jest jest cudowny.- rozmarzyła się. - Muszę podziękować chłopakom, że go zabrali na imprezę. Ej laska, a Ty z kim balowałaś? Hym?
* Upss! Chyba wie więcej niż ja pamiętam* Może to dobra okazja żeby się czegoś dowiedzieć...
- Ze znajomymi: Kamilką, Lis,Musem, Jess i ...
- I?
* Chyba wie *
- ... jej bratem. - dokończyłam.
Spojrzałam na przyjaciółkę, jej twarz wyrażała tysiące emocji. Oczy miała jak piłeczki ping-pongowe. Po kilku długich sekundach znów zaczęła oddychać i odzyskała mowę.
- Ty tańczyłaś z tym playboyem !?- wykrztusiła ważąc dokładnie każde słowo.
- My tylko... tańczyliśmy.
- I...
*Skąd ona wie, że jest ciąg dalszy?* Wypuściłam resztki powietrza z płuc.
- I dalej już nie pamiętam, jak rano się obudziłam to spał obok na kanapie, po za tym ty też nie byłaś grzeczna. - wyrzuciłam z siebie jednym tchem.
- Ale on...ehh... już nie pamiętasz jak cię potraktował? Jak wtedy cierpiałaś? Teraz dajesz mu satysfakcję, że wygrał.
- Wiem. On ciągle traktuje mnie jak zwykłą szmatę. Ale byłam już pijana i myślałam, że jak raz z nim zatańczę to się odwali. - chyba dopiero teraz zaczynałam rozumieć co zrobiłam. Kompletna idiotka.
- I co odwalił się?
- Nie pamiętam...
-Brawo.
- Proszę tylko nie mów nic Mussowi, on się wścieknie.
-Okey. Nic mu nie powiem. Sama to zrobisz.
Spojrzałam na nią z rezygnacją. Tak czy inaczej Mus się dowie.
- Dobra ale jak już będę wiedziała co się dalej wydarzyło.
- Okey. - zamyśliła się - Swoją drogą to trochę dziwne, że zawsze bardziej boisz się reakcji Musa niż rodziców.
- No cóż...
Obie zaczęłyśmy się śmiać. Do długiej przerwy poprawił nam się już całkowicie humor. Jednak nadal nie miałam pojęcia co działo się na imprezie. Przez pierwsze lekcje starałam się przypomnieć sobie cokolwiek, jednak bezskutecznie. Podczas długiej przerwy, na stołówce byłyśmy pierwsze z Kamilą, postanowiłam skorzystać z okazji i zapytać czy może ona coś wie. Streściłam jej całą historię i modliłam się żeby opowiedziała mi ciąg dalszy. Przyjaciółka przyjęła tą informacje podobnie jak Margharet. Z tym, że ona wiedziała nieco więcej.
- Więc tak. Widziałam jak razem tańczyliście przez kilka piosenek. Nie wiedziałam czy mam do was iść ale stwierdziłam, że wiesz co robisz...
- No właśnie nie wiedziałam...
- No tak... Później usiedliście razem na kanapie i zaczęliście rozmawiać i żartować jak gdyby nigdy nic.
Podparłam głowę rękoma, bałam się co jeszcze od niej usłyszę.
- Poszłam tańczyć z koleżanką i straciłam was z pola widzenia. Dopiero rano z tobą rozmawiałam.
Przez kilka sekund milczałam przyswajając wiadomości. Nadal nie wiedziałam co jeszcze się wydarzyło. Chyba będę musiała zadzwonić do Jessici i poprosić ją, żeby pogadała z Nathanem.
- Dzięki skarbie. Bardzo mi pomogłaś.
- No ja nie wiem czy tak bardzo. Co teraz zrobisz?
- Będę liczyła na cud albo, że kosmici porwą Sykesa i raz na zawsze będę miała  spokój.
- Hymm... ja by, raczej liczyła na to pierwsze.
Chwilę później dołączyli do nas: Lisa, Mus, Marg i Luis. Mus był dziwnie cichy i zamyślony. Chyba Marg mu powiedziała. Posłałam dziewczynie znaczące spojrzenie, ta dyskretnie zaprzeczyła. Ocenami to mój przyjaciel by się nie przejmował, a gdyby myślał nad nowym układem tanecznym to skakał by po podłodze i wymyślając nowe kroki. Więc o co mu chodzi? W końcu usiadł obok mnie.
- Hej.
- Cześć Musi, co jest?
-Nic, nic. Chciałem się zapytać czy dalej potrzebujesz moich korepetycji ?
- Miałam cię o to prosić.- uśmiechnęłam się.
- To co może dzisiaj wpadnę do ciebie? Chyba, że masz inne plany.- rozluźnił się trochę.
-Nie, nie mam. Możesz wpadać.
- Świetnie, to jak zwykle o 18 ?
- Pasuje.

 Kolejną lekcją były zajęcia ze śpiewu, pierwsze z Sykesem dzisiejszego dnia. Przez całą lekcję spojrzał na mnie może ze trzy razy, cieszyłam się, że nie więcej. Po zajęciach Pani Simpsons poprosiła nas o pozostanie.
* Świetnie, konkurs, zapomniałam. *
- Słuchajcie, musimy się zabrać do pracy. Konkurs, co prawda, odbędzie się dopiero w kwietniu ale utwór już musimy zacząć przygotowywać. Postanowiłam, że spotkamy się jutro i wybierzemy piosenkę.
Przez cały czas kiedy mówiła, chodziła po sali teatralnie wymachując rękami, jak to miała w zwyczaju i prawie nie zwracała na nas uwagi. Tym razem dla odmiany Sykes lampił się na mnie jak na ósmy cud świata. *Chyba jednak coś tam pamięta.*
Kiedy nauczycielka skończyła i pozwoliła nam wyjść, szybko ruszyłam do wyjścia ale chłopak i tak mnie dogonił.
- Zaczekaj.
Złapał mnie za ramię aż przeszedł mnie prąd. Nie miałam już możliwości ucieczki i zatrzymałam się, odwróciłam a mój wzrok spotkał jego ciemnozielone oczy.
- Fajnie, że znów będziemy razem śpiewać - ciągle się uśmiechał, on ma humory jak baba w ciąży - Jak ci się podobała impreza sylwestrowa?
- No eemmm... fajnie było.
- Fajnie? Było genialnie. Po za tym super się z tobą tańczyło.
- Yy... dzięki.
- Myślałem, że dłużej będziesz się gniewać. - znowu jest zarozumiały.
- Ja się wcale nie gniewam.Obraziłeś mnie i potraktowałeś jak ostatnią... ehh nieważne. Nadal mi nie przeszło i w najbliższym czasie nie przejdzie.
- Tak? To czemu się ze mną bawiłaś i piłaś ze mną ?
* Cholera jasna, pamięta więcej niż ja! *
- Po pierwsze byłeś wstawiony a po drugie tylko tańczyliśmy!
- Czyżby? - poruszał brwiami, uśmiechnął się i odszedł wesołym krokiem zostawiając mnie samą na szkolnym korytarzu.


--------------------------------------------------------------------------
To już 20 rozdział ! ;DD 
Jeejku nie myślałam, że aż tyle mi się uda napisać i że będziecie czytać ;p 
Ocenę rozdziału pozostawiam Wam.
I przepraszam, że tak długo musieliście czekać.
Jak zwykle pomógł mi Eminem i jego nowa płyta ;DD
Jak wasze przygotowania do świąt ?
Pierniczki upieczone ? ;DD

Zapraszam do czytania i do następnego ! xd
Czytanie waszych opowiadań nadrobię w najbliższym czasie ; )

Wasza ENSay ! xx

niedziela, 24 listopada 2013

Rozdział 19 - Nowy rok, te same problemy ...

 Siedziałyśmy już od dobrej godziny u Kamili w pokoju: ja, Margharet, Lisa, Jess i oczywiście Kamila. Musiałyśmy się przygotować na dzisiejszą imprezę sylwestrową. Wczoraj byłyśmy na zakupach  z Lisą i Jess, kupiłyśmy śliczne kreacje i dziś w nocy możemy szaleć. Kamila  zajmowała się makijażem i właśnie kończyła robić make-up Marg a ja robiłam dziewczyną fryzury i właśnie prostowałam włosy Lisie. Co prawda nie jestem w tym jakoś specjalnie uzdolniona, przydała by się tu Patrycja ze swoim sprzętem fryzjerskim i tą swoja lokownicą ;) Ciekawe jak ona będzie się dziś bawić, wczoraj mówiła, że idzie do koleżanki z klasy. Po jakiś dwóch godzinach czyli o koło 19:00 byłyśmy już w pełni gotowe na imprezowanie, musiałyśmy jeszcze zabrać chłopaków po drodze do Lauren, u której odbywa się impreza. Nasze sylwestrowe kreacje prezentowały się świetnie:

kreacja Kamili

kreacja Natalii

kreacja Lis

kreacja Marg


kreacja Jess



Po wyjściu z domu Kamili udałyśmy się w kierunku głównej ulicy gdzie miałyśmy spotkać się z chłopakami. Już po kilku metrach doszłam do wniosku, że szpilki nie należą do najwygodniejszych butów i jeszcze przed północą się ich pozbędę.
- Dziewczyny ! Już nie mogę się doczekać tej imprezki !! - cieszyła się Marg.
- Ta noc będzie należeć do NAS !- wołała Lisa.
Cholernie cieszyłyśmy się na tą imprezę chociaż oznaczało to koniec wolności bo już za 2 dni znów idziemy do szkoły. Całą drogę oczywiście śmiałyśmy się i śpiewałyśmy a kiedy doszłyśmy na miejsce trzeba było czekać na chłopaków bo oczywiście byli spóźnieni. Jess wydawała mi się odrobinę spięta, chciałam się spytać o co chodzi ale w tej chwili zatrzymało się koło nas jakieś auto i wyskoczyli z niego Luis, Mus i jeszcze jeden chłopak, którego nie znałam.
- No witam moje piękne panie. - przywitał się Mus.
- Zapraszamy - wskazał na pojazd - nie będziecie przecież na imprezę jechały autobusem. - powiedział Luis.
- Skąd wytrzasnęliście tą furę? - zaciekawiła się Marg.
- Od tego tu właśnie przyjaciela Dan'a. - chłopacy wskazali dłońmi chłopaka stojącego obok.
- Cześć Dan. - powitałyśmy go chórkiem, od razu wpadł w oko Marg.
- No wsiadajcie nie marudźcie dziewczyny. - poganiał nas Luis.
Posłusznie wsiadłyśmy do środka, ledwo co się zmieściliśmy ponieważ auto było 5 osobowe a nas było 8 ... mi przypadło miejsce na kolanach Mussa. Jakoś dojechaliśmy na miejsce, wysiedliśmy z auta i udaliśmy się do domu Lauren. Dziewczyna otworzyła nam drzwi po pierwszym dzwonku i weszliśmy do domu, w którym było już pełno ludzi i głośno grała muzyka.
- Cześć wszystkim! Ciesze się, że przyszliście.
- Hej Lauren. Fajnie, że nas zaprosiłaś.
Wymieniłyśmy się z dziewczyną buziakami i przytulańcami a ona zaprosiła nas do środka. Weszliśmy do dużego salonu gdzie tańczyła już grupa ludzi, pozostali siedzieli na kanapie i rozmawiali w różnych częściach pokoju. Stałyśmy z Kamilą zastanawiając się od czego zacząć natomiast stojąca niedaleko nas Jess nerwowo rozglądała się po pomieszczeniu. Znów nie dane mi było z nią porozmawiać bo Kamila pociągnęła mnie za rękę do stolika z alkoholem. Po jakiejś godzinie impreza rozkręciła się na całego. Wszyscy tańczyli i wygłupiali się. Starałam się odnaleźć w tłumie Jess niepokoiło mnie jej wcześniejsze zachowanie. Znalazłam ją w kuchni, nadal była poddenerwowana.
- Tu jesteś! Wszędzie cię szukam.
Dziewczyna aż podskoczyła na krzesełku.
- aaa...ehemmm... tak tu jestem. - była dziwnie spięta.
- Coś się stało ? Jakoś dziwnie się zachowujesz ? - przyglądałam się przyjaciółce, dziewczyna jeszcze bardziej się spięła.
- Niee.. wszytko jest w porządku...
- Na pewno?
- Tak..tak..
Nagle zrobiła się jeszcze bardziej nerwowa. Zaczęła przeczesywać palcami włosy.
- Chodźmy może zatańczyć, co ? - zaproponowała i nie czekając na moją odpowiedź pociągnęła mnie za rękę.
- Eeee Jesica co się z tobą dzieje? - spytałam kiedy byłyśmy już w salonie, znów rozglądała się nerwowo. Utkwiła wzrok w jakimś punkcie znajdującym się za mną i westchnęła z rezygnacją.
- Powinnam była powiedzieć ci o tym wcześniej ...
- O czym ?
- Pewnie mnie udusisz ale dowiedziałam się o tym dopiero dziś i nie chciałam psuć ci imprezy bo wiedziałam jak ci na tym zależy.
- Ale o co chodzi Jess!
Znów westchnęła.
- Mój brat tutaj jest .
Zmroziło mnie. Myślałam, że to jakiś kiepski żart. Znów on, tego już za wiele wszędzie Sykes. Przecież Londyn to wielkie miasto i dziś jest pewnie ze sto innych imprez a on musiał właśnie wybrać tą na której ja jestem. Gdybym mogła to bym go udusiła.
- Natalia... - zaczęła niepewnie blondynka.
- Wszystko w porządku, muszę przywyknąć do tego, że na każdym kroku spotykam twojego brata.
- Naprawdę nie wiedziałam.
- Wiem skarbie, nie jestem zła na ciebie, dobrze że mi o tym powiedziałaś, będę go unikać.
- Ale on właśnie tu idzie.
Do tego da się przywyknąć, chyba...
Odwróciłam głowę i zauważyłam Nathana wyłaniającego się z tłumu tańczących, szedł w naszym kierunku.
- Cześć dziewczyny.
- Cześć. - mruknęłam
- Miło was widzieć, nie wiedziałem, że tu będziecie.
- Też nie wiedziałam, że się spotkamy i miałam nadzieję, że do końca roku już się nie zobaczymy. - powiedziałam z powagą.
Chłopak starał się ukryć uśmiech.
- Tak... amm może ...- zawahał się - to ja już może pójdę. - dokończył i odszedł pośpiesznym krokiem.
- Chodź się napić. - zaproponowała Jess.
Przytaknęłam i udałyśmy się po drinki. Przy stole z prowiantem spotkałyśmy Musa.
- Co macie takie miny jakbyście ducha widziały ?
Zmroziłam go wzrokiem.
- Nieee... chyba mi nie powiesz, że ... Jess?
Pokiwała twierdząco głową.
- Ooo w takim razie przydadzą się drinki sporządzone według specjalnej receptury Musa.
Chłopka podał nam szklanki. Nie wiem, co on tam zmieszał ale było cholernie mocne. Kiedy już wypiliśmy poszłam z nim zatańczyć. Co prawda daleko mi do jego zdolności tanecznych ale całkiem nieźle mi szło. Po tym jak przetańczyliśmy kilka piosenek poszłam poszukać dziewczyn żeby trochę poplotkować. Znalazłam Lise i Kamile siedzące na schodach. Podeszłam do nich.
- Hej dziewczynki. Jak tam?
- Siadaj. Z kim balowałaś?
- Tańczyłam z Musem.
- To super.
Przyjaciółki wymieniły porozumiewawcze spojrzenia.
- Skarbie - zaczęła Kamila - tylko się nie denerwuj, widziałyśmy Nathana .
- Wiem, że tu jest rozmawiałam z nim.
Nie ciągnęłyśmy już dalej tego tematu.
- Ey, widziałyście może Marg ? - spytała Lisa.
- Tak tańczy z Dan'em.
Spojrzałyśmy w ich stronę. Mimo iż piosenka była dość szybka para przytulała się.
- No to mamy nową parę. - zaśmiała się Kamila.
- Znając Marg to jutro już nie będzie pamiętała jak miał na imię.
- Oj zostawmy ich, lepiej chodźmy się napić bo jakoś straszne chce mi się pić.
- Tak strasznie tu gorąco. - przyznała Lisa.
Około północy szłam do toalety i zauważyłam, że Marg razem z Danem wchodzą po schodach na piętro. Wydało mi się to odrobinę dziwne zważywszy na to jak się wcześniej przytulali. Poszłam za nimi. Weszli na górę i zaczęli się całować, już miałam wracać żeby im nie przeszkadzać ale właśnie w tej chwili chłopak szepnął coś na ucho mojej przyjaciółce ona uśmiechnęła się i udali się w głąb korytarza. Ruszyłam za nimi, zatrzymałam ich dopiero pod drzwiami do jakiegoś pokoju. Nie trudno było się domyślić po co tam idą.
-  Przepraszam was na chwilkę. - powiedziałam stając pomiędzy nimi. - Pozwolisz Dan, że na chwilę porwę Marg?
Nie czekając na odpowiedź odciągnęłam na bok lekko już wstawioną dziewczynę.
- Margii co ty wyprawiasz? Chyba masz już dość.
- Daj spokój kicia. Chcieliśmy tylko... pogadać w spokojnym miejscu. - uśmiechnęła się łobuzersko.
- Już ja wiem jak by się ta wasza rozmowa zakończyła.
Sprowadziłam ją na dół co nie było łatwe bo nie tylko Margharet miała już zachwiania równowagi. Z trudem posadziłam ją na krześle w kuchni.
- Będziesz już grzeczna ?
- Ja zawsze jestem grzeczna. -  uśmiechnęła się.
- Taa, tak jak ja. - mruknęłam - Mogę cię tu zostawić i iść do toalety ?
- Jasne.
- Tylko... nie pij już.
Po powrocie, tak jak się spodziewałam Marg już nie było w kuchni. Sama jej przecież nie upilnuje, mam tylko nadzieję, że nie zrobi nic głupiego. Sięgnęłam po butelkę wódki stojącą na kuchennym blacie i czysty kieliszek, nalałam do niego trunku i pochłonęłam zawartość, kiedy nalewałam kolejny ktoś stanął obok mnie. - Sama dwa kieliszki na raz, bez popitki ? To na uspokojenie czy z samotności? - odezwał się wesoły głos.
Nie znoszę takich natrętnych kolesi, odwróciłam się żeby go spławić. Jednak kiedy spojrzałam na chłopaka miałam ochotę wypić jeszcze jednego.
- Co ? Znów ty? - jęknęłam z rezygnacją.
- Tak, Nathan Sykes we własnej osobie. - dopowiedział dumnie.
- Wstawiony Nathan Sykes. - poprawiałam.
- A ty co może trzeźwa? - droczył się.
- Przynajmniej nie nawalona. -  jeszcze, pomyślałam.
Chłopak wyciągnął mi z dłoni butelkę i nalał jej zawartość do dwóch kieliszków, następnie podał mi jeden z nich.
- To po jednym ? - zrobił maślane oczka.
- A odczepisz się jak się z tobą napiję?
- Pomyślimy.
Wzięłam od niego kieliszek, co miałam do stracenia, rano i tak nie będzie już nic pamiętał. Wypiliśmy nasze napoje. Chwilowo zakręciło mi się w głowie, chyba już trochę za dużo jak na dziś.
- Może zatańczymy?
- Miałeś się odczepić?
- Powiedziałem, że się nad tym zastanowię. - poruszył brwiami - To jak ?
- No dobra. - zgodziłam się.
Chciałam iść za chłopakiem do salonu ale po pierwszym kroku odezwała się grawitacja, na szczęście Nath mnie złapał. Chwycił mnie za rękę i poszliśmy do salonu gdzie wszyscy tańczyli. Znaleźliśmy jeszcze kawałek wolnego miejsca i zaczęliśmy tańczyć, nic nie mówiliśmy ale nasze dłonie cały czas były splecione. Jak na to, że oboje byliśmy już nieco pijani to całkiem nieźle nam szło. Po przetańczeniu kilku piosenek podszedł do nas Mus.
- Teraz moja kolej.
Zgrabnie odbił mnie Sykesowi i tyle widziałam chłopaka. Z Musem tańczyło się o wiele inaczej .
- Aż tak się spiłaś, że nie wiesz z kim tańczysz ?
 To była ostatnia rzecz jaką pamiętam z sylwestrowej nocy.


-----------------------------------------------------------------------------------------
Witam, witam
moich czytelników!
Tak wiem, wiem rozdziały nie pojawiają się
regularnie ale staram się pisać w każdej wolnej chwili. xd
Wybaczcie.
W święta postaram się dodawać częściej ;D
Własnie święta ! To już za miesiąc !!
Macie już prezenty dla bliskich?
Czy to jeszcze za wcześnie? Pewnie tak ;p
Święta, świętami a ja czekam na opinie o rozdziale
w komentarzach  xd
Macie już swoje płyty WOM ?
Ja niestety jeszcze nie ;//
Jeśli chcecie być informowani o kolejnych rozdziałach to piszcie
w komentarzach w jaki sposób mam was informować. Na TT , na e-mail
przez FB czy jakikolwiek inny sposób.  Zostawiajcie też linki sowich blogów ; )xx
No to do następnego
Wasza
ENSay !

poniedziałek, 11 listopada 2013

Rozdział 18 - Ciągle płacę, za błędy przeszłości...

 Do końca roku zostały tylko 3 dni a ja nadal nie wiem jak będę go świętować. Dziś jestem umówiona z moją paczką w naszym stałym miejscu w parku przy stadionie na którym Muss ma dziś jakiś mecz. Jeszcze nie przestawiłam się na Londyński czas i ciągle jestem godzinę do tyłu więc szybko się naszykowałam, spakowałam do torby wszystkie prezenty świąteczne dla przyjaciół i wyciągnęłam z szafy taki zestaw ciuszków.
 

 Wyszłam z domu, spojrzałam na zegarek miałam jeszcze 40 min ale zanim dotrę na miejsce pewnie i tak będę spóźniona. Ruszyłam w kierunku przystanku, zazdroszczę tym co mają skuter lub samochód nie muszą czekać i marznąć na przystankach. Chociaż jak na tą porę roku to nie jest najgorzej śniegu leży zaledwie cieniutka  warstwa i to tylko w miejscach gdzie nikt nie chodzi ani nic nie jeździ. Dziwnie się czułam wychodząc bez grubej zimowej kurtki, w Polsce bym już zamarzła a tu nie było najgorzej wystarczyła jesienne kurteczka.
 Kiedy znalazłam się już w parku zlokalizowałam moich przyjaciół bez problemu, było ich widać a raczej słychać z daleka.
- Witam, witam towarzystwo. - podeszłam do nich rozpościerając ramiona i uśmiechając się szeroko.
Jess od razu rzuciła mi się w ramiona. Z dziewczynami również przywitałam się " miśkiem " i buziakami w policzek.
- Gdzie chłopaki?
- Mają już rozgrzewkę przed meczem.
- To jak idziemy do nich ?
- Mamy jeszcze trochę czasu a miejsca na trybunach nie zabraknie. - odpowiedziała Lis.
- Czyli, że nie musimy się śpieszyć. - potwierdziła Kamila.
- Aha, no to mogę wykorzystać ten czas i ...- otwarłam moją torbę, wyciągając z niej starannie zapakowane paczuszki - Proszę.
Każdej z dziewcząt podarowałam odpowiedni pakunek. Przyjaciółki pośpiesznie otworzyły prezenty.
- Jejku to jest cudowne! - zachwycała się swoim prezentem Kamila.
- Zajebista koszula. Dzięki Nat. - powiedziała Marg.
Najwidoczniej wymyśliły mi kolejną ksywkę.
 Kiedy skończyły oglądać prezenty ruszyłyśmy w kierunku stadionu. Mus z pewnością liczył na naszą obecność, to jego pierwszy mecz w tym klubie i chcemy go wspierać. Kiedy doszłyśmy na miejsce trybuny świeciły pustkami. Nie był to jakiś super ważny mecz ale dla Musa z pewnością tak. Byłam tu już raz z moją paczką, wtedy akurat nikt nie grał ale było to dobre miejsce żeby wypić przyjacielskie piwko.
- Szybciej bo zaraz zaczną grać. - pośpieszała nas Lisa.
- Idziemy, idziemy.
- Co się tak ekscytujesz, miejsca nie braknie. - powiedziała Kamila rozglądając się.
Lisa przewróciła oczami a my posłusznie poszłyśmy za nią. Zajęłyśmy miejsca na trybunach i patrzyłyśmy jak piłkarze wchodzą na boisko. Musa było widać z daleka i to wcale nie dzięki lokom bo dziś związał je w coś w rodzaju kitka wyglądało to mega zabawnie. Rozpoznałam go po jego tanecznym i wesołym kroku, z pewnością był podekscytowany. Czekałyśmy aż się zacznie.
 Przez większą część meczu naszą uwagę skupiałyśmy głównie na gadaniu o graczach niż patrzeniu na piłkę. Szczerze mówiąc to tylko Kamila wiedziała jaki był wynik. A chłopcy byli całkiem nieźli, nie wiem czemu na nich nie zwracała uwagi może kogoś już ma? Trzeba się tego dowiedzieć.
Ostateczny wynik meczu była taki 3:2 dla drużyny w której grał Mus. Oczywiście nie obyło się bez specjalnego tańca radości Musa i Luisa, który też grał razem z nim. Po meczu chłopcy wdrapali się do nas na trybuny.
- Hej dziewczynki jak tam? - powitali nas chłopacy.
- Hej, hej.
- Witamy zwycięzców!
- No ba! Gdyby nie ja to byśmy przegrali. - żachnął się Mus.
- Taa jasne. Jeszcze powiedz, że sam wygrałeś ten mecz.
- No cóż...
- Dobra, dobra później się będziecie kłócić, kto miał większy udział w meczu. - odezwałam się.
- Ooo! Natalia. - Mus mnie wreszcie zauważył.
- Jak miło, że wreszcie dostrzegłeś moją obecność.
Chłopak podszedł do mnie, pociągnął za rękę zmuszając żebym wstała i mocno mnie przytulił - jak ja się za nim stęskniłam - później niespodziewanie podniósł mnie i zakręcił się wokół własnej osi i wreszcie postawił mnie na ziemi. Lubie się z nim wygłupiać i przytulać ale lepiej się czuje mając grunt pod nogami, ufam mu ale kiedyś może nie utrzymać moich zbędnych kilogramów.
- Ludzie starczy tych czułości. - powiedziała Marg.
- Jak chcecie pobyć trochę sami to my możemy sobie iść. - zażartował się Luis.
Zaczęliśmy się śmiać, tylko Lisa jakby posmutniała. Mus podszedł z powrotem do przyjaciela.
- O siostra tu jesteś. Cześć wszystkim! - usłyszeliśmy głos, nienależący do żadnego z nas.
Było już trochę ciemno i widziałam tylko cień zbliżającej się postaci ale po tylu wspólnie spędzonych godzinach na sali prób bez trudu rozpoznałam kto jest właścicielem tego głosu. Parę sekund później przed nami stanął Sykes.
- No cześć... - mruknął Luis.
Nie wiem czemu ale zawsze kiedy pojawia się Nath atmosfera staje się napięta. Nie cierpię tego więc postanowiłam się stamtąd jak najszybciej zmyć.   
- Wiecie co ja już muszę iść.
- Pójdę z tobą, i tak idziemy w tym samym kierunku. - powiedziała Marg odwracając wzrok od chłopaka.
- Odprowadzimy was. - zadeklarował Luis - jest już późno nie możecie chodzić same po mieście. - szturchnął Musa w ramię. Mój przyjaciel jak zwykle na widok Sykesa zdenerwował się. Ruszyliśmy w stronę parku, Kamila i Lisa poszły z nami.


Perspektywa Nathana
Wychodziłem z szatni po meczu, co prawda przegraliśmy ale i tak mecz był super.Zobaczyłem jakąś grupkę na trybunach, było już ciemno, ale podczas meczu widziałem tam moją siostrę i jakieś dziewczyny. Podszedłem do nich z myślą, że będzie tam także Natalia, chociaż nie byłem pewien czy już wróciła z Polski. Jess nic nie chciała mi o niej powiedzieć. Będąc bliżej nich usłyszałem jakieś śmiechy i głos mojej siostry.
- O siostra tu jesteś. Cześć wszystkim!
Nagle zrobiło się dziwnie cicho i wzrok wszystkich spoczął na mnie. Co ja znów zrobiłem? No tak Natalia na pewno powiedziała swoim przyjaciółką o całej sytuacji jednej, drugiej i kolejnej...
Chwilę później usłyszałem jej cudownie brzmiący głos, którego już dawno nie danie było mi słyszeć. Niestety powiedziała, że musi iść... ale wiedziałem, że to tylko wymówka. Dwie minuty później zostałem sam z moją siostrą.
- Zajebiście brat, znów wszystko pieprzysz.
- Przecież nic nie zrobiłem. -broniłem się choć dobrze wiedziałem, że nie mam racji.
- Ochh... doskonale wiesz, że cie nie lubią. Zresztą nie dziwię im się...
Odwróciła się i ruszyła w kierunku, w którym poszli pozostali.
- Hej! Zaczekajcie ! Idę z wami !
I tak oto zostałem sam.
Nawet moja siostra się na mnie wypięła. Ciągle płacę, za błędy przeszłości.
Nie pozostało mi nic innego jak iść się upić...

Perspektywa Natalii
 Szliśmy w milczeniu, postanowiłam nie robić dramy i rozluźnić sytuację. W końcu ON tylko przyszedł do nas i się przywitał ale na mnie zadziałało to jak płachta na byka. Po prostu musiałam stamtąd pójść.
- Ey ludzie co taka grobowa cisza? - spojrzeli na mnie jak na wariatkę ale przywykłam już do tego - Wygraliście mecz trzeba to jakoś uczcić, no nie?
Oczy wszystkim rozbłysły i zaczęliśmy zastanawiać się, który klub czy bar będzie najlepszy. Miałam mieszane uczucia jak za każdym razem po spotkaniu Nathana ale nie dawałam tego po sobie poznać. Zdecydowaliśmy się w końcu na niewielki bar znajdujący się zaraz przy parku. Doszliśmy do wniosku, że jak wejdziemy wszyscy to będzie to trochę dziwnie wyglądało i nic nam nie sprzedadzą więc wysłaliśmy najstarszą Kamile po prowiant a my zostaliśmy w parku. Usiedliśmy na ławkach i czekaliśmy na dziewczynę. Postanowiłam, że prezent dla Musa wręczę mu kiedy indziej bo sytuacja była trochę nietypowa, wyraz twarzy miał spokojny ale wiedziałam, że na prawdę uspokoi się za parę godzin jak będzie pewny, że nie spotkam już dziś Sykesa. Całą drogę od stadionu aż tutaj szedł obok mnie dotrzymując mojego ślimaczego kroku a teraz jeszcze usiadł obok mnie. On na prawdę musi się o mnie cholernie martwić.
- O Idzie nasza gwiazda! - zawołał Luis.
Wszyscy się odwróciliśmy. Zobaczyliśmy Kamilę niosącą " zakupy ". Luis podbiegł do niej i odebrał pakunek. Wszyscy się rozluźnili i atmosfera była taka jak zawsze. Pijąc tak zapominałam o sytuacji sprzed pół godziny i bardzo dobrze, ale żeby całkowicie zapomnieć o Nathanie potrzebowałam czegoś mocniejszego niż zwykłe piwo. Nie skupiałam się na rozmowie przyjaciół myślami byłam gdzieś indziej... Ale to zdanie usłyszałam bardzo dobrze.
- To co robimy z sylwestrem? - zapytała wesoło Marg.
- Nooo. Trzeba to jakoś uczcić. - potwierdził Mus.
 Uff.! Przeszło mu .
- No to organizujemy własną imprezę czy macie jakieś inne propozycje? - włączyłam się w rozmowę.
- Kojarzycie Lauren? - zapytała Lisa.
Przytaknęliśmy.
- Robi dość dużą imprezkę, zaprasza ludzi ze szkoły i innych znajomych...  - na twarzach moich przyjaciół powaliły się uśmiechy - ... zostałam na nią zaproszona i mogę zabrać moją paczkę. 
..............................................................................................................................................
Witam, witam !
Powstał kolejny rozdział . xd Choć mamy długi weekend
i planowałam dodać 2 rozdziały to wyszło jak zwykle ; )
Ale dodałam także ( wreszcie ) bohaterów xd
Wiem, wiem powinnam to zrobić na 
samym początku ale jestem tak zakręcona, że zrobiłam to
dopiero teraz ;p znajdziecie ich w zakładce u góry. ;D
Jeśli pojawią się jacyś nowi bohaterowie umieszczę ich tam od razu. Obiecuję ! xd
No to dziękują za przeczytanie rozdziału, za wsparcie i komentowanie.
Co prawda komentarzy nie pojawia się zbyt wiele ale wydaje mi się, że 
wiele osób czyta ale nie dzieli się swoją opinią. A szkoda ;x
Bo lubię czytać wasze komentarze. Jeśli nie chcecie się podzielić
waszymi wrażeniami to kliknijcie "czytam ".  ;DD
No to do następnego !
Wasza ENSay xx 

sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 17 - Best Friends

 Byłam w parku, nagle do mnie podszedł. Uśmiechał się zawadiacko i tak uroczo, jak ten uśmiech mógł mi się wcześniej nie podobać? Czułam, że wszystko mogę mu wybaczyć. Tak właściwie co mam mu wybaczać? nic przecież się nie wydarzyło. Podszedł bliżej, czułam zapach jego perfum, ten uroczy zapach jego perfum... Za blisko. Sytuacja odwróciła się o sto osiemdziesiąt stopni. Przyciągnął mnie do siebie  a jego dłonie z moich bioder zjechały na pośladki. Uciekałam, zaczęłam krzyczeć i... otworzyłam oczy? Zamrugałam kilkakrotnie zagubiona i zdezorientowana, rozejrzałam się ... tak spałam, siedziałam właśnie w pociągu podążającym do tego cholernego Bukowa.
- Wszystko w porządku, córciu?
- Tak mamo, tylko coś mi się śniło.
- Coś niepokojącego? Za dużo horrorów wczoraj oglądałyście z Izą.
- Tak, tak na pewno masz rację. Daleko jeszcze?
- Za godzinę powinniśmy być na miejscu.
- Aha.
- Tak właściwie to gdzie się zatrzymamy, nasz dom jest już przecież wynajęty.
- U mojej przyjaciółki Ewy, wiesz która to.
Nie miałam ochoty już spać po tym moim dziwnym śnie. Wyjęłam z torby słuchawki i włączyłam muzykę. Patrzyłam przez okno, oczywiście było biało i nowe płatki śniegu spadały na ziemię wpatrzona w nie zaczęłam wspominać święta i tęsknić za rodzinką. Nie wiem kiedy znów ich zobaczę i kiedy znów będę w górach. Jeszcze dwa dni temu panował tam uroczy świąteczny nastrój siedzieliśmy przy wigilijnym stole i śpiewaliśmy kolędy i patrzyliśmy w ogień palący się w kominku. Później wszyscy otworzyli swoje paczki i cieszyli się z prezentów. W mojej paczce znalazłam książkę - horror tradycyjnie - cieplusie, wełniane, słodkie rękawiczki i tablet. Nie miałam problemu z odgadnięciem od kogo co dostałam. Miałyśmy jeszcze czas z Izą na małe zakupy więc mam już prezenty dla wszystkich przyjaciół. Oczywiście znalazłyśmy jeszcze chwilę na siedzenie na dachu i wspominanie starych czasów z Fabianem. Dziś rano szybko się spakowałam i wsiedliśmy w pociąg.
Jakieś półtory godziny później pociąg zatrzymał się na stacji i wszyscy zaczęli wstawać i iść do wyjścia zabierając ze sobą swoje walizki. Oczywiście" ludzi było jak na dworcu w Poznaniu "- jak ja to mówię, co prawda nie pomyliłam się zbyt wiele, byliśmy na dworcu kolejowym tyle, że nie w Poznaniu a znów we Wrocławiu. Stąd mieliśmy dalej jechać autobusem. Kiedy się do niego doczłapałam i znalazłam ostatnie wolne miejsce, jak zwykle z dala od mojej rodzinki. Usiadłam obok jakiegoś kolesia i wyjęłam z torby książkę.
- Co czytasz? - zapytał niespodziewanie.
- '' Sklepik z marzeniami " - odpowiedziałam.
- Czytałem, świetna książka. Uwielbiam Stephana Kinga.
- Szczerze mówiąc to pierwsza jego książka, którą czytam.
Zaśmiał się.
- Coś nie tak? - ominęło mnie coś czy jak.
- Nie wszystko w porządku tylko masz taki zabawny akcent, przepraszam.
Nie wiedziałam, że mam akcent a co dopiero, że mam zabawny akcent.
- Serio? Nawet nie wiedziałam, że mówię z akcentem. - spróbowałam się przestawić na polski i nie mówić z akcentem. - Teraz lepiej?
- Nie no nie przeszkadza mi to. - uśmiechnął się - Nie jesteś z Polski?
- Jestem ale mieszkam w Anglii. A teraz przyjechałam z rodzicami na święta do rodziny.
- No proszę. Mieszkasz w jakimś większym mieście?
- W Londynie.
- Wow! Super. Jak tam jest ?
- Tego nie da się tak po porostu opowiedzieć. - uśmiechnęłam się z rozmarzeniem - Tam jest świetnie, od razu zakochałam się w tym miejscu.
Rozmawialiśmy tak aż mój sąsiad musiał już wysiadać na swoim przystanku, dowiedziałam się jeszcze, że ma na imię Filip i mieszka niedaleko Bukowa jest bardzo sympatycznym i pozytywnym człowiekiem. Na koniec wymieniliśmy się jeszcze nickami na twitterze.
Po jakiś 30 min byliśmy już na miejscu. Jak tylko wjechaliśmy i zobaczyłam znak z napisem Buków miałam mieszane uczucia, nie wiedziałam czy się cieszyć czy płakać.
 Kiedy tylko weszliśmy do domu pani Ewy i dowiedziałam się gdzie będę spać usiadłam na łóżku i wyciągnęłam telefon. Już miałam pisać do Patrycji ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak jutro zrobię jej niespodziankę. Tak dopiero jutro. Była już godzina 23 i byłam już zmęczona z resztą pewnie i tak ma gości. Rano zaraz po śniadaniu, którego i tak zjadłam niewiele, udałam się do pokoju przeszukać moją torbę wyjęłam z niej cieplutką bluzę i spodnie.


Po 15 min byłam gotowa do wyjścia, stojąc już przed domem przypomniało mi się o prezencie dla Patki, szybko się po niego wróciłam. Idąc przez miejscowość, w której mieszkało się te 16 lat powinno się mieć masę wspomnień ja niestety ich nie mam. No może kilka ale mało przyjemnych. Szybkim krokiem przemierzałam ulice, chciałam jak najszybciej znaleźć się przed domem mojej przyjaciółki. Kiedy skręciłam w ulicę przy której stał jej dom uśmiechnęłam się do siebie i pobiegłam pod drzwi, nacisnęłam dzwonek i czekałam aż drzwi się otworzą. Chwilę później ukazała się w nich mama mojej przyjaciółki. Przesympatyczna pani o długich kruczoczarnych włosach i ciemnej karnacji.
- Dzień dobry.
- Natalia witaj dziecko! Patrycja nic mi nie mówiła, że już jesteś w Bukowie.
- Nic jej o tym nie mówiłam. - uśmiechnęłam się.
- Ah, rozumiem niespodzianka . - mrugnęła do mnie porozumiewawczo - wjedź do środka skarbie, Patrycja jest u siebie w pokoju.
- Dziękuję.
Ściągnęłam pośpiesznie, kurtkę i buty, wzięłam paczuszkę dla Patki i poszłam do jej pokoju. Stanęłam pod drzwiami chwilę, zastanawiając się jak wejść, zapukać czy wejść po prostu. Postanowiłam, że wejdę jak gdyby nigdy nic i usiądę jak zwykle na swoim fotelu. Nacisnęłam energicznie klamkę, popchnęłam drzwi i weszłam do środka zamykając je za sobą.
- Cześć buraku. - rzuciłam na powitanie.
Patrycja zerwała się z mojego fotela w  którym wylegiwała się ze swoimi kotkami. Stała tak przez chwilę z otwartymi szeroko oczyma.
- Co ty tu.. jak ? ale .. czemu mi mendo jedna nic nie powiedziałaś! - krzyknęła i rzuciła mi się na szyję.
Jak ja się za nią stęskniłam, nie widziałyśmy się od wakacji, co prawda gadałyśmy na Skype ale to nie to samo. Przytulałyśmy się dobre 10 minut jak nie dłużej. Aż w końcu się ode mnie niechętnie odkleiła.
- Starczy tych czułości bo moja mama wejdzie i powie, że zaraz w ślinę pójdziemy.
Roześmiałyśmy się obie.
- Proszę. - podałam jej małe zawiniątko.
- Co to?
- Otwórz. - zachęciłam ją.
Ostrożnie oderwała misternie zawinięty kolorowy papier i wyciągnęła z niego małe pudełeczko, w którym znajdowały się srebrne bransoletki z zawieszkami w kształcie dwóch połówek serca.
Spojrzała na mnie uśmiechając się.
- Są śliczne. Ale czemu dwie?
- Jedna dla ciebie a druga dla najbliższej ci osoby. Podaruj ją komuś kogo na prawdę kochasz...
Nie dała mi dokończyć, znów się do mnie przytuliła.
-Ciebie kocham.- szepnęła.
Wyciągnęła jedną z bransoletek z pudełeczka i zapięła na moim nadgarstku.
-  Wiesz, że nie o to mi chodziło...
Pokręciła głową.
- Skoro jej nie chcesz to nie mam komu jej dać.
Większość czasu spędziłyśmy na  mówieniu jak bardzo tęskniłyśmy za sobą, co się wydarzyło i obgadywaniu wspólnych znajomych. Musiałam jeszcze pomolestować jej kotki, strasznie urosły ale nadal  rozrabiają. Opowiedziała mi co się zmieniło na tym zawsiówku i jak jest w nowej szkole.
- Wiesz nie ma tu nic specjalnego to nie Londyn...
-  Hej Miśka nie smuć się, wiem że to nie jest Londyn, nie będę cie pocieszać bo dobrze wiesz jak nie znoszę tej dziury. Mogę ci kotek tylko współczuć. Nawet nie wiesz jak bardzo bym chciała, żebyś była ze mną w Anglii.
- Ja też bym chciała być z tobą, tu czy w Anglii co za różnica. Brakuje mi ciebie.

Codziennie się z nią spotykałam, chodziłyśmy razem na spacery i jeździłyśmy do miasta odwiedzić stare śmieci, park, naszą ławkę. Dwa dni przed moim wyjazdem siedziałyśmy właśnie na tej ławce.
- Pamiętasz jak dwa lata temu siedziałyśmy tutaj i jechał twój kuzyn z...
- Wypowiedz to imię a cie uduszę! - zagroziła.
- Haha. No dobra już dobra chciałam tylko powspominać. Ciesz się, że nie chcę świętować rocznicy..
Zgromiła mnie wzrokiem.
- ... dobra już się zamykam.
- A co słychać u tego twojego Nathana? - odgryzła się.
- Przeginasz ..
Niby nie winny żart a przykre wspomnienia powróciły.
Westchnęłam.
- Co do Nathana ... miałam ci wszystko opowiedzieć...
- Mówiłaś mi .. nie musisz do tego wracać jeśli nie chcesz...
- Nie wiesz wszystkiego.. - ponownie westchnęłam i zaczęłam opowiadać wszystko od początku od mojego pierwszego dnia w szkole.

- Debil, idiota, jak on mógł... - powiedziała kiedy kończyłam.
- Daj spokój, było minęło nic tego nie zmieni.. - popłynęła mi łza po poliku.
- I jeszcze mi powiedz, że zapomnisz i wcale cie to nie boli...
Wzruszyłam ramionami i położyłam głowę na jej ramieniu.

Ostatniej nocy przed moim wyjazdem spałam u Patki, nie chciałam się z nią rozstawać, przez te kilka dni nie nadrobiłyśmy miesięcy rozłąki, nie chcę jej znów opuszczać. Nie wiedziałam kiedy znów się z nią zobaczę więc postanowiłam wykorzystać najbliższą okazję.
- Miśka śpisz już?
- Co? Nie.. nie śpię.
- To dobrze. - oświeciłam światło.
- Nie po oczach  - skrzywiła się.
- Nie marudź. Wstawaj.
- Już, już dobra wstaję.
Westchnęła z rezygnacją widząc mój szeroki uśmiech mówiący "  wpadłam na kolejny genialny pomysł ".
- No dajesz, co wymyśliłaś.?
- Kiedy masz ferie?
Zrobiła bezcenną minę " chyba cię pojebało "
- Od 14 lutego...
- No to zabukuj bilet na 14.
Przyłożyła mi dłoń do czoła.
- Masz gorączkę? Czy te dwa piwa ci zaszkodziły ?
- Serio mówię.
Położyła się.
- Dobranoc. I zgaś światło.
- No Patka nooo.
- Światło!
- Prooooooooooooooszeeeee.-zrobiłam minę niczym kot ze Shreka.
 Odwróciła się w moja stronę. Widząc wraz mojej twarzy westchnęła z rezygnacją.
- Jutro pogadasz z moją mamą.
- Kocham Cię.
- Ja Ciebie też ale idź już spać.

Nazajutrz kiedy tylko się obudziłam chciało mi się płakać. Dziś miałam wracać do domu. Do mojego domu w Londynie. Domu, w którym zawsze chciałam mieszkać, który kochałam... ale coś nie pozwalało mi wstać, nie pozwalało mi wyjść z domu i wsiąść do samolotu. Wizja ponownej tęsknoty za przyjaciółką sprawiała, że łzy napływały mi do oczu. Wszystkie czynności wykonywałam mechanicznie, mycie zębów, czesanie, ubranie się, nawet całe śniadanie zjadłam! Patrycja była w takim samym nastroju. Kiedy rodzice przyjechali po mnie z panią Ewą sparaliżowało mnie nie mogłam się ruszyć w kierunku drzwi. Przytuliłyśmy się mocno z Patrycją, tak jakbyśmy już nigdy  nie miały się spotkać.
Niestety musiałam wyjść. Wyjść, wsiąść do auta, później w samolot i ... wrócić do domu...

---------------------------------------------------------------------------------------
Witajcie!
Wiem, wiem dawno nic nie dodałam.
Przepraszam .
Niestety liceum to nie przedszkole i nie mam czasu, żeby oddychać nawet w weekend.;/
Dziś nadrabiam zaległości i w pisaniu i w czytaniu waszych blogów. xd
Ten rozdział jest dość krótki i nie dzieje się w nim zbyt wiele
ale jest dla mnie dość ważny.
Dedykuję go mojej przyjaciółce Patrycji <33
Co prawda może mi się dostać za niego ; )xx


W przyszłym tygodniu dwie premiery!!
Już nie mogę się doczekać ;DD
 Nowe piosenki są po prostu GENIALNE ! ^^



Do następnego,
postaram się dodać wcześniej.
Wasza 
ENSay
;3